poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 16

Ostatnio mam wenę na takie rozdziały, ale w następnym będzie spotkanie z Ukitake, Hitsugay'ą oraz jeszcze jednym z kapitanów może Unohan'ą? Zobaczymy ^^ 
Taka wiadomość - gdy skończę wątek z Seireitei pojawi się Hueco Mundo, a akcja rozkręci się na dobre ^.^ 




"[...] zadaj jedno, ostateczne cięcie, które przesądzi o wyniku walki [...]"


Słowa płynęły ze mnie jak porywista rzeka. Nie mogłam przestać tłumaczyć tego wszystkiego co mi się przydarzyło oraz mówiłam o tym jak może mi pomóc Byakuya. 
Siedziałam na przeciwko niego i spoglądałam prosto w jego oczy. Mój głos był spięty, a zarazem poważny. Moja trójka towarzyszy stała pod ścianą co jakiś czas wtrącając się do naszej rozmowy. Przez cały ten czas czułam wzrok Ichigo na sobie, który lustrował mnie od góry do dołu. 
Kuchiki kiwał raz na jakiś czas zrozumiale głową. Cieszyłam się, że od tak dawna siedzę na przeciwko mojego tak jakby "nauczyciela", który zawsze wiedział co mówił. 
Pamiętałam jak jeszcze za czasów Akademii uczył mojej klasy kaligrafii, to wtedy ujrzał we mnie potencjał. Później po skończeniu nauki, która w moim wykonaniu trwała zaledwie rok kapitan szóstego oddziału zaproponował mi abym pod jego okiem poprawiła kaligrafię, lecz nie tylko to. Po dwóch miesiącach Byakuya wziął mnie ze sobą na starcie z Pustym, pokazał jak zaatakować efektywnie hollowa i przy okazji nie prowadzić długiej walki. Tak o to po raz pierwszy zabiłam potwora pochodzącego z Hueco Mundo. 
"- Ryunne, czy mogę cię gdzieś zabrać za chwilę? - spytał stojąc przy swoim biurku.
Uśmiechnęłam się szeroko i ukłoniłam lekko. 
- Hai, Kuchiki taicho - odpowiedziałam. 
- Więc dobrze. Czy mogłabyś w tym momencie zostawić mnie sam na sam, na dosłownie parę minut? - zapytał.
- Oczywiście, taicho.
Skierowałam się do drzwi i rozsunęłam je. Postawiłam nogi za progiem, lecz przystanęłam na chwilę i obróciłam głowę w stronę Byakuy'i. 
Stał tyłem do mnie i spoglądał za okno. Był spięty, a widoczna część twarzy mężczyzny miała głębokie rysy. 
Nie chcąc mu przeszkadzać wyszłam na korytarz i zasunęłam drzwi. Oparłam się o ścianę i obsunęłam na podłogę rozmyślając o tym, gdzie planuje zabrać mnie kapitan. 

Pół godziny później

Przemierzaliśmy shunpo Seireitei, aż dotarliśmy do bramy północnej, którą strzegł masywny Danzōmaru. Mężczyzna otworzył ją, a my przeszliśmy na tereny Rukongai. 
- Musimy iść na wschód - oznajmił Kuchiki. 
Kiwnęłam głową i po chwili biegłam za kapitanem, którego białe, kapitańskie haori było porywane przez opór powietrza. Zmierzaliśmy w niewiadomą stronę, gdzie nigdy w swoim życiu nie byłam. Nie znałam dobrze terenów Rukongai dlatego też trzymałam się nieco z tyłu aby widzieć, gdzie ma zamiar skręcić Byakuya. 
Po chwili wpadliśmy do lasu i posuwaliśmy się teraz wolniej z faktu, iż mieliśmy przeszkody na drodze w formie drzew czy krzewów. 
Wybiegając z buszu ujrzałam rozległą, zieloną pustynię, po której środku płynęła rzeka o nieskazitelnie czystej wodzie. Będąc bliżej strumyka poczułam chłód bijący od jego zimna. 
Moje rozmyślania przerwało wycie Pustego, który znajdował się niedaleko nas. Hollow miał maskę, która miała kształt czaszki wilka. Był wielki i pokryty czymś co przypominało sierść koloru brudnej czerwieni. Ciało przecinały czarne pręgi jak u tygrysa. 
Szponami o długich paznokciach trzymał zaciśniętego chłopca, który krzyczał przerażony. Pragnęłam od razu wyrwać do przodu i zaatakować munstrum ściskające dzieciaka, lecz zatrzymał mnie kapitan. 
Jego ręka, na której było białe tekko* okrywające zewnętrzną część dłoni nie pozwalała mi podbiec tam. 
- Kuchiki taicho! - wrzasnęłam ze łzami w oczach. 
To dziecko umierało. Chciałam czym prędzej zabrać je od cierpienia, od bólu. Pragnęłam mu pomóc.
- Ryunne, czy wiesz jak zaatakować Pustego? - spytał.
Stanęłam jak sparaliżowana. Nigdy nie walczyłam z Hollowem, więc nie rozumiałam taktyki takiego starcia, lecz słyszałam, iż powinno się zadać cios w maskę. Wtedy szybko ginęły. 
- Jego czułym punktem jest maska, która po roztrzaskaniu zabija Pustego - odpowiedziałam. 
Moje oczy wędrowały od potwora do Byakuy'i. 
Puścił moje ramię i westchnął. 
- Dobrze, a więc Ryu-chan zadaj jedno, ostateczne cięcie, które przesądzi o wyniku walki - rozkazał.
Uśmiechnęłam się i rzuciłam na Pustego. Leciałam w jego stronę. Będąc już dosyć blisko wyciągnęłam z pochwy Apokalipsę, uniosłam klingę ku górze. Potwór podniósł do góry głowę i przestał ściskać dzieciaka, który wpatrywał się we mnie wielkimi, bursztynowymi oczami. 
Zamachnęłam się i przeciągnęłam ostrzem po jego pysku. Maska zaczęła pękać, aż roztrzaskała się na kawałki. 
Hollow znikł. 
Wylądowałam na prostych nogach na ziemi. 
Obróciłam głowę w stronę chłopca, który klęczał na podłożu z rękoma na ziemi. Schowałam do pochwy katanę, która weszła tam z charakterystycznym sykiem. 
Podeszłam do dziecka, które wpatrywało się we mnie tymi ogromnymi oczami. Włosy malucha miały kolor słońca i rozwiewały się na boki wpadając mu do oczu. Mrugał zdziwiony, a zarazem przerażony. Po jego bladym policzku spływały łzy. 
Ukucnęłam na przeciwko niego i uśmiechnęłam się mimowolnie. 
- Hej, jak ci na imię? - spytałam.
Przekrzywiłam głowę nieznacznie w bok. 
- Kaminari, pani Shinigami... - powiedział cicho. 
Starłam ręką łzy z jego policzka. 
- Nie mów mi "pani Shinigami" nazywam się Ryunne, Kaminari ty grzmocie - zaśmiałam się."
Tamtego dnia poznałam także małego "Grzmota", który pobudził we mnie sens do walki. Dzięki temu chłopcu chciałam chronić takie bezbronne osoby jak on. 
- Więc mam rozumieć z tego, że muszę po prostu poprzeć przyjęcie ciebie na powrót w nasze szeregi? - zapytał. 
- Tak - odpowiedział za mnie Ichigo.
Kurosaki siedział pod ścianą z wyciągniętymi nogami i przymkniętymi oczami. 
- Dokładnie - powiedziałam spoglądając na Kuchiki. 
- Nie ma w tym większej filozofii, to nie jest takie, aż trudne zadanie. Mam nadzieję, że inni kapitanowie oraz tych trzech poruczników poprze to - oznajmił. - Czy chcecie coś jeszcze ode mnie? 
- Nie - rzekłam. 
- Czy nie obrazicie się jeśli wyproszę was? Mam jeszcze wiele do zrobienia w dniu dzisiejszym, ponieważ mój porucznik chodzi z tobą mam dwa razy tyle roboty...
Renji zerwał się i zapytał przerażony słowami Byakuy'i:
- Czy kapitanowi przeszkadza to, że im pomagam? 
Kuchiki wciągnął powietrze i zamknął oczy. 
- Nie, Abarai, ale gdy nareszcie wrócisz do swoich obowiązków będę miał więcej czasu na swoje sprawy, a po pierwsze: czy ty przypadkiem nie dostałeś zadania do wykonania w Świecie Ludzi? - wypytywał się czarnowłosy. 
- Aaaa... no... chyba tak - odpowiedział zacinając się i śmiejąc pod nosem. - zrobię to, gdy będę nareszcie wolny, Kuchiki taicho. 
- Mam taką nadzieję.

***********************

Wychodząc z terenu szóstego oddziału znów zaciągnęłam na głowę kaptur ukrywając się w czerni. Zmierzaliśmy z powrotem do baraków jedenastego oddziału. 
Na mojej twarzy nadal widniał ten uśmiech zadowolenia. 
Pierwsza osoba poparła zniesienie mojej kary, odwleczenia mojej winy. Byłam szczęśliwa. Mogłam być już bardziej spokojna. Moje pragnienie powrotu jest ogromne. Tak bardzo pragnę dołączyć do któregoś oddziału i ze spokojem przemierzać drogami Seireitei, bez obawy, że ktokolwiek będzie chciał zgłosić, iż wędruję po uliczkach. 
Zobaczymy co z tego będzie. 
Teraz mieliśmy się zapytać o to do kogo teraz proponuje iść mój ojciec. Sama w głębi czułam, że będzie to Ukitake Juushiro, lecz nie miałam pewności. Ukitake był kapitanem trzynastego oddziału i jak pamiętałam bardzo często bywałam u niego wraz z Yachiru, która zawsze dostawała od niego słodycze zresztą, które także mi wciskał. Nie zawsze je przyjmowałam, ale wiedziałam o jego stanie zdrowia.
Z Ukitake dogadywałam się świetnie. Byliśmy podobni w charakterze jak i sposobie bycia. Nasze rozmowy były na różny temat. Znałam go, znałam bardzo dobrze. 
I miałam nadzieję, że on będzie następny w kolejce. On na pewno poprze to co chcę zrobić. 

**********************

Wkroczyliśmy do koszarów jedenastego oddziału, który miał zakaz mówienia komukolwiek - spoza członków tegoż oddziału - o tym, że jesteśmy tu i mamy pewne plany. Nikt nie ważył się złamać rozkazu.
Weszliśmy do budynku i skierowaliśmy się do biura. Podchodząc do drzwi odsunęliśmy je. 
W środku siedział mój ojciec oraz Yachiru siedząca na jego ramieniu. 
Oboje podnieśli na nas wzrok. 
- I jak? - zapytał ojciec.
- Mamy jego poparcie - odpowiedziałam. 
Na jego twarzy zawidniał szeroki uśmiech. 
- Kto teraz? - spytał Ichigo.
Chłopak wyszedł na przód i stanął na przeciwko mojego taty. 
- Może Juushiro Ukitake? - zaproponował. 
- Oczywiście! - krzyknęłam szczęśliwa.
Uśmiechnęłam się szeroko. 
- A potem? - dopytywał Renji.
Czerwonowłosy założył ręce na piersi. 
- Hitsugaya Toushiro? - zasugerował. 
- Niech będzie. 


* Tekko - to coś w rodzaju rękawiczek

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 15

Polubiłam ten rozdział pisząc go. On sprawiał mi przyjemność i jakieś szczęście tam w środku, za to kocham pisanie, a jutro do kina na Dary Anioła: Miasto Kości z Misą/Michą, Yuuki/Wiktorią oraz Arią/Ewą. Jezu, a ja tak czekałam na tą ekranizację!



"[...] Prawo ponad wszystko [...]"


Gdy wyszliśmy z baraków jedenastego oddziału zarzuciłam na głowę kaptur aby nikt mnie nie rozpoznał. Przemykaliśmy w milczeniu drogę do szóstego oddziału. Okazało się, że Renji był porucznikiem tegoż oddziału, więc może bez większego problemu wejść do kapitana.
Na szczęście nikt po drodze nie zwracał uwagi na mnie tylko spoglądali z zaciekawieniem na Ichigo, który szedł przede mną. Renji i Rukia kroczyli po moich dwóch stronach.
Zastanawiałam się co oznaczał ten ból, który napadł mnie w moim pokoju, ale gdy przyszedł Kurosaki raptem zniknął. To było dziwne i niekontrolowane. Podobne do mojego cierpienia przy rozłące z Apokalipsą, przy zakładaniu pieczęci, a także gdy Urahara zdejmował zaklęcie. To był miły ból, ale także przyprawiający o niepokój.
Teraz czułam się jak na rozstaju. Moje myśli błądziły w dziwnym kierunku. W kierunku wchodzenia w umysły. W kierunku mojej wielkiej mocy. Mocy, która mnie obezwładniała, a mną wtedy prowadziły straszliwe uczucia. Sądziłam, że byłam nie do pokonania. To wszystko mnie i Apokalipsę kusiło po większą moc, lecz ja nie chciałam być taka. To przerastało moje możliwości.
Westchnęłam cicho i podniosłam wzrok aby spojrzeć nad niebo, które pokrywało parę chmurek wyglądających jak baranki. Taki obraz zapamiętałam z ostatniego dnia w Seireitei. Nieskazitelnie błękitne płótno nad moją głową z pomalowanymi na biało chmurami układającymi się w różne kształty.
Nie bałam się. Nie odczuwałam rozpaczy w ostatni poranek w moim domu. Nie płakałam. Tylko byłam... zawiedziona. Zawiedziona werdyktem Kapitana Dowódcy, który na szczęście nie zgłosił mojego przypadku do Centrali 46*. Bo gdyby to niestety, ale nie mógłby odwołać mojej kary.
Po jakimś czasie stanęliśmy naprzeciwko niewysokiej bramy z kobaltowo niebieskim dachem i jasno żółtymi murami. Przed nią stało dwóch Shinigami, którzy gdy zobaczyli Renji'ego od razu wpuścili nas do środka. Patrzyli na mnie z oczami pełnymi zdziwienia i zastanowienia. Zapewne rozmyślali kim jestem.
Wchodząc na teren szóstego oddziału budynki przywołały wspomnienia. Rozglądałam się po podwórku i w oczy wpadło mi młode drzewko sakury, którego kwiaty zakwitały.
Uśmiechnęłam się pod nosem przypominając sobie tą roślinę rok temu. Wtedy to była zaledwie sadzonka, która dopiero co zakwitał, a teraz... była piękna i młoda.
- Ryunne-kun - zwrócił się do mnie Renji.
Odwróciłam głowę w jego stronę. Abarai miał przymrużone oczy i blady uśmiech na twarzy. Jego wytatuowane brwi wyglądały dziwnie z bliska. Ciekawiło mnie czy sam sobie namalował.
- Słucham?
- Ty znałaś Byakuy'ę? - zapytał.
Zaśmiałam się.
- Hai, walczyłam pod okiem Kuchiki Byakuy'i. Kapitan obserwował jak zabijam Pustych. Mówił mi jakie błędy popełniam przy ataku. Zawsze jego tłumaczenia dawały skutki. Rozumiał moją moc, która nawet go fascynowała. Nawet przyznawał, że kiedyś będę silniejsza od niego - odpowiedziałam zadowolonym głosem. 
Abarai podniósł do góry wytatuowane brwi w znaku zaskoczenia. 
- Ciekawe - powiedział tylko. 
Zostawiłam to bez komentarza. Nie miałam ochoty zastanawiać się nad tym o czym właśnie myślał czerwonowłosy. 
Stanęliśmy przed drzwiami. Renji podszedł do nich i rozsunął je. Wkroczyliśmy do środka. 
Było tu tak jak kiedyś. Te same korytarze wijące się po koszarach, które prowadziły do Wydziału Biura oraz pomieszczeń mieszkalnych. Oczywiście sam Kuchiki Byakuya nie zamieszkiwał baraków. Kapitan był głową rodziny Kuchiki, posiadał swój własny Dwór, który przynależał do niego. Ponoć zamieszkiwał go ze swoją siostrą, która teraz szła obok mnie. Rukia, jak słyszałam była przybraną siostrą Byakuy'i, choć mi o tym nie wspomniała ani słowem, najwyraźniej nie było o czym mówić. 
Renji wyszedł przed nas i ruszył przed siebie. Skręcał co jakiś czas, aż dotarliśmy do drzwi. Chłopak rozsunął je i wszedł do pomieszczenia, a my za nim. Rukia wraz z Ichigo stanęli tak aby na chwilę obecną zakryć mnie dlatego też nie dostrzegłam nic prócz regałów z książkami. 
- Kuchiki taicho - rzekł Abarai kłaniając się lekko. 
- Onii-san** - powiedziała Rukia. 
- Byakuya - odparł krótko Ichigo.
Tak jak sądziłam. Kurosaki do prawie każdego zwracał się bez formy grzecznościowej przy czym okazywał brak szacunku do drugiej osoby lub to, iż zna osobę na tyle aby mówić do niej na "ty". Tylko, że to nie jest odpowiednie odniesienie do kapitana, gdy na szczeblach prawa stoisz o wiele niżej, jesteś mniej ważny. Ichigo był "tylko" Zastępczym Shinigami o ogromnej sile. Więc czemu odzywał się w ten sposób do osoby stojącej o wiele wyżej? Zapewne dlatego, że wydawało mu się, iż stoi na równi z przywódcami Gotei 13, lecz to nie jest prawda. 
Usłyszałam szuranie krzesła o podłogę i kroki po chwili. 
- Co was tu sprowadza? - zapytał poważny głos. 
Dobrze zapamiętałam barwę głosu Kuchiki. Zawsze, w każdym momencie powaga go nie opuszczała. Niegdyś, gdy po raz pierwszy go spotkałam stwierdziłam, że jest z niego ponurak, ale po jakimś czasie zrozumiałam go. Poprzez plotki krążące wokół kapitanów oraz innej maści Shinigami dowiedziałam się o śmierci jego żony, Hisany. Było mi go potwornie żal, lecz nie mogłam podejrzewać, iż Byakuya może być taki jaki jest przez to nieszczęsne zdarzenie. 
"- Prawo ponad wszystko - powiedział.
Staliśmy pomiędzy drzewami sakury. Różowe płatki szybowały na wietrze odprawiając nam pokaz taneczny. Czarnowłosy złapał pojedynczy płatek i zgniótł go. 
- Ci którzy nie przestrzegają prawa powinni zostać objęci karą - dodał. 
Spojrzał w moją stronę oczami, które według mnie zawsze wyrażały smutek. 
Dotknęłam rękojeści katany i westchnęłam. 
- Jeżeli złamiesz prawo, musisz się poddać karze i powiedzieć prawdę. Zaś jeżeli nie złamałeś go, a dano ci nosić ten ciężar na barkach powinieneś walczyć o zniesienie wyroku - rzekłam. 
Podniosłam wzrok na niebo, które było czyste."
- Taicho, przyprowadziliśmy kogoś kogo powinieneś znać - odpowiedział Renji. - Ryunne...
Zrzuciłam kaptur z głowy. 
Przekroczyłam stworzony przez nich mur i stanęłam twarzą w twarz z Byakuy'ą. Jego powieki rozszerzyły się gwałtownie. Otworzył buzię ze zdziwienia. 
Przyjrzałam mu się. Jak zawsze miał na sobie seledynowy szalik, który był przekazywany z pokolenia na pokolenie w rodzinie Kuchiki. Reszta wyglądała tak samo jak ostatnimi razy, gdy go widziałam. 
Uśmiechnęłam się spoglądając prosto w jego oczy. 
- Witaj, Kuchiki Byakuya - przywitałam się. 
- To niemożliwe, że to na prawdę ty Ryunne-chan. Ryunne Kenpachi przecież zostałaś skazana na wygnanie. Miałaś nic nie pamiętać...
- A jednak - wcięłam się. - Kisuke Urahara złamał moją pieczęć, lecz już wcześniej zaczęła mi wracać pamięć, on tylko pomógł mi wrócić do prawowitej postaci. Zresztą... to jest także zasługa Ichigo oraz Ruki. To przez nich przebudziły się we mnie dawne instynkty. Wróciłam do domu aby odzyskać swoje dawne życie. 
- Czemu przyszłaś do mnie? - zapytał z niewzruszoną twarzą. 
- Potrzebuję twojego głosu, Byakuya-san abym mogła wrócić na zawsze do Seireitei, ponieważ nie wytrzymam kolejnej rozłąki z tym miejscem oraz ludźmi, a także z moją Apokalipsą. Pragnę znów stanąć w szeregach Gotei 13 i walczyć u waszego boku tylko... potrzebuję głosu wszystkich przywódców Gotei 13. Później mam zamiar pójść do Kapitana Dowódcy i poprosić o zniesienie kary, a także ukazać to, iż poparliście mój powrót - wytłumaczyłam. 
- Zawsze przepadałem za tobą, ale... - zaciął się. - Ryu-chan to nie jest możliwe...
Moje serce waliło niczym młot, obijało się o moje kości tworząc ból nie do zniesienia. 
- Byakuya-san! - wrzasnęłam. - Czy ja złamałam prawo? - zapytałam, lecz nie chciałam usłyszeć odpowiedzi z jego ust. - Nie! Zostałam na to skazana, gdyż posiadam moc, która przewyższa wielu, ale czy to jest złamanie prawa? Zawsze powtarzałeś mi, iż prawo jest ponad wszystko, a gdy kara została narzucona nieprawidłowo powinno się walczyć o swoją wolność! Ja nie walczyłam bo miałam dosyć tego wszystkiego. Miałam dosyć takiego życia, ale teraz... teraz uświadomiłam sobie to jak bardzo kochałam ten świat i bycie Shinigami - zakończyłam.
Do moich oczu napłynęły łzy. Wytarłam je wierzchem dłoni i spojrzałam na kapitana. Miał przymrużone oczy, które wyrażały pustkę. Nic nie można z nich wyczytać. Dawno się tego nauczyłam. 
- Jak mam to zrobić, Ryunne? - spytał. 
Na jego słowa ucieszyłam się i czułam jak mam motyle w brzuchu oznaczające satysfakcję. 
- Arigato*** - podziękowałam. - A więc... - i zaczęłam wywód. 


*Centrala 46 - jest organizacją działającą jako organ ustawodawczy i sądowniczy w Soul Society. Działa na podstawie upoważnienia uzyskanego od Króla Dusz i od czasu jego odejścia pełni najwyższą władzę w Soul Society, stojąc nawet ponad kapitanem głównodowodzącym.

** Onii-san (z szacunkiem) - starszy brat

*** Arigato - dziękuję. 


piątek, 23 sierpnia 2013

Jak wygląda Ryunne moim zdaniem?

Myślę, że Ryunne mogłaby być podobna do tej dziewczyny z arta, gdy przeglądałam nyan znalazłam ją i po prostu zakochałam się *.*
Tylko dwie rzeczy, które nie pasują - Ryu ma ciemne, niebieskie oczy i czarne włosy, a tak to wszystko idealnie ^^





Rozdział 14

Rozdział ten mi się nie podoba, ale mam nadzieję, że wyjdę z tego z twarzą. Po prostu nic ciekawego na razie nie będzie się działo dopiero później akcja pójdzie do przodu ^^
Kocham ten cosplay Ichigo <3





"[...] Po prostu poczułam potworny ból [...]"

- Może nam kapitan wytłumaczy kim jest Ryunne? -zapytał Ikkaku.
Yumichika oraz Madarame dosiedli się do nas. Stwierdziliśmy, że warto ich wtajemniczyć w nasz plan, lecz także chcieli abym odpowiedziała na ich pytania. 
Ojciec westchnął i spojrzał na nich. 
Czułam jak Ichigo patrzy na mnie bez chwili wytchnienia. Ciągle spoglądał na mnie. To było dziwne uczucie, gdy jego oczy spoczywały na mojej twarzy. Przez moje ciało przechodziło znajome ciepło. 
- Ryunne to moja... córka - powiedział spokojnie. 
Ayasegawa oraz Ikkaku rozszerzyli szeroko oczy i patrzyli to na mnie to na ojca. 
- Jak to możliwe? - zapytał łysol. 
- Przecież... nigdy kapitan nie mówił, że ma dzieci! - krzyknął Yumichika. 
- Byłam trzymana w tajemnicy. Nikt prócz kapitanów i Yachiru nie wiedział o moim istnieniu. To dlatego, że dysponowałam wielką mocą, której obawiał się Kapitan Głównodowodzący. Rok temu... zostałam skazana na wygnanie... na wygnanie do Świata Żywych. Usunięto mi pamięć i wszczepiono nowe wspomnienia związane z ludźmi - wytłumaczyłam, lecz nie wyznałam wszystkiego. 
Ukryłam to, że potrafię wchodzić do umysłu Shinigami. 
Ukryłam to, że mam Shikai oraz Bankai. 
Nie mogę im tego powiedzieć. 
Nie mogę wyznać całej prawdy.  
O tym kim byłam mogły wiedzieć tylko osoby, którym ufałam, a oni do nich nie należeli. Może kiedyś dowiedzą się o mojej przeszłości. 
Oboje wpatrywali się we mnie ze zdziwieniem i oszołomieniem. 
- No to pewnie nie było za piękne - rzekł Yumichika. 
Przeczesał dłonią włosy i westchnął uśmiechając się do mnie. 
- To prawda, Yumichika-san. To była najgorsza rzecz jaka się w moim życiu wydarzyła - potwierdziłam. - ja wtedy cierpiałam wraz z moim Zanpaktou. 
Zagarnęłam dłonią zabłąkany kosmyk i zamknęłam oczy. 
Chciałabym usłyszeć głos Apokalipsy. Chciałabym z nią porozmawiać. Pragnę aby się pojawiła.
I tak się stało. Usłyszałam odgłosy zdziwienia. 
Otworzyłam oczy i spojrzałam za siebie. Ujrzałam Apokalipsę, która uśmiechała się promiennie. 
- Ohayo, Ryunne! - krzyknęła. 
Zaśmiałam się cicho i wstałam podchodząc do niej. 
- Apo-chan! Czemu ostatnio się nie pojawiasz? - zapytałam. 
Ona rozejrzała się po pomieszczeniu i wydała okrzyk zachwytu. Zakryła usta obiema dłońmi i zaczęła podskakiwać do góry.
- Jak ja tu dawno nie byłam - wrzasnęła.
Zaczęła się śmiać i kręcić w kółko. Jej czarne włosy tańczyły na wietrze. Gdy stanęła zwróciła wzrok na mojego ojca i ukłoniła się lekko. 
- Dawno się nie widzieliśmy, Zaraki-san - przyznała. 
Zaśmiał się na jej słowa.
- Apokalipso, czyżbyś nie zmieniła zdania co do pojawiania się w takich momentach? - zapytał. 
- Ojej, nie. Wolę być tym kim zawsze byłam oraz przychodzić do Ryu w takim czasie, gdy ona myśli o mnie i chce mnie zobaczyć - odpowiedziała. 
Przechyliła nieznacznie głowę w prawo i zaczęła nucić. 
Wciągnęłam powietrze i wypuściłam je. 
Chciałam aby znikła. 
I tak też się stało.

************

Po zniknięciu Apokalipsy usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy rozmowę. 
- Ryunne będziesz musiała poprowadzić rozmowę z każdym z kapitanów oraz z trójką poruczników, którzy dopiero teraz dowiedzą się o twoim istnieniu. Dlatego też pójdą wraz z tobą Ichigo, Rukia i Renji. Wyjaśnią sytuację, w której się znajdujesz. Jeżeli chodzi o kapitanów, oni będą wiedzieć o twoim położeniu. Większość z nich przepadała za tobą oraz pomagało ci w ulepszaniu swoich umiejętności. Oni nie wiedzieli czy pozwolić na to co się wydarzyło. Nie byli przeciw ani za. Mieli do ciebie zaufanie - zaczął Zaraki. 
Wszyscy kiwnęli głowami. 
Ryunne patrzyła na ojca z zaciekawieniem. Słuchała uważnie każdego zdania. 
- Od kogo zaczniemy? - zapytałem spoglądając z kapitana. 
- Od Kuchiki Byakuy'i - rzekł. - kapitana szóstego oddziału, on zawsze dzierżył do Ryu sympatię.

*************

Po całej rozmowie poszłam do pokoju aby wziąć czarne kimono z kapturem. Musiałam założyć takie aby nikt nie rozpoznał mnie. Nie mogłam sobie pozwolić na coś takiego. 
Zajrzałam do szafy i wyjęłam je. 
Raptem poczułam przeraźliwy ból głowy. Czułam jak coś rozwala mi czaszkę. Jak coś niszczy ją od środka. Cierpiałam. 
Zatoczyłam się do tyłu i przewróciłam na podłogę. Zwinęłam się w kłębek i zacisnęłam mocno powieki. 
Krzyknęłam. 
Usłyszałam jak ktoś podchodzi do mnie i kuca u mojego boku. 
- Ryunne, co się dzieje? - pytał Ichigo zmartwionym głosem. 
Coś rozrywało mi klatkę piersiową. Jęk bólu wyrwał się z mojej krtani. 
Chłopak złapał mnie za rękę i chwycił mnie w swoje ramiona. Ścisnęłam mocno jego ramię i ugryzłam się w język. 
Ból rozlewał się po całym moim ciele. Nie mogłam myśleć. Nie mogłam mówić i oddychać. 
Dusiłam się. 
Poczułam jak Ichigo gładzi mój podbródek nosem. 
Wtedy ból ustał, a ja otworzyłam szeroko oczy. 
Chłopak siedział na kolanach z twarzą maksymalnie przybliżoną do mojej. Dotknęłam dłonią jego twarzy, a ten zerwał się na równe nogi. 
Spuścił na mnie wzrok i uśmiechnął się ponuro. 
- Ryu, przestraszyłaś mnie! - krzyknął. 
- Przepraszam, Ichigo. Po prostu poczułam potworny ból. Nie wiem skąd. Pojawił się i zniknął - wytłumaczyłam.
Oparłam swoje czoło na jego piersi i rozłożyłam rękę na torsie chłopaka. Trzymał mnie w stalowym uścisku. 
Usiadł na macie i posadził mnie na niej, a ja wtuliłam się w niego mocno. 
Czułam jak szybko bije jego serce. Czułam jego zapach, ciepły oddech na mojej szyi, ciepło, które mnie rozgrzewało. 
Nienawidziłam bólu. Bólu, który przypominał mi o pieczęci. 
- Chcę abyś zawsze był przy mnie - wyszeptałam prawie bezgłośnie. 
Jego klatka piersiowa zatrzęsła się. Ichigo śmiał się. 
- Ryunne, ja też tego chcę - powiedział pół głosem całując mnie we włosy. 
Uśmiechnęłam się lekko. Uwielbiałam brzmienie jego głosu, który był taki miękki i delikatny. 
- Dziękuję ci - szepnęłam.
Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na niego. 
Patrzył w sufit, ale wyczuł, że spoglądam na jego twarz, więc opuścił ją. Jego oczy tonęły w moich, a moje w jego. 
- Za co? - spytał. 
- Za wszystko. Za to, że jesteś - odpowiedziałam czule. 
Ręką zakrył mi oczy, a po chwili odkrył je przeczesując palcami moje włosy. 
- Nie mogę uwierzyć w to, że tu jestem razem z tobą.
- Ja także - szepnęłam. 
Wpatrywałam się w jego twarz i ten uśmiech. Studiowałam każdy szczegół. Szukałam oznak inności, lecz jego włosy najbardziej się odznaczały w tym świecie. Marchewkowe i takie spiczaste. 
- Masz piękne włosy - wyznałam. 
Chłopak wzdrygnął się i zrobił dziwną minę, z której nie mogłam niczego wyczytać. 
- Chyba sobie żartujesz... 
- Wcale nie! - wcięłam się. 
On uśmiechnął się i podniósł mój podbródek do góry. 
- Dziękuję, że tak sądzisz. 





Bonus - "Urodziny Arii, czyli czyste szaleństwo" cz. 1

Z faktu, że Aria ma dziś urodziny wraz z Misą napisałyśmy rozdział bonusowy, który ma pokazać jak bardzo kochamy naszą Arię ^^ 
To jest pierwsza część, jutro napiszemy drugą, a ja dziś jeszcze dam rozdział 14 >.< a więc... powodzenia w czytaniu !!




- Ichigo! - wrzeszczy Ryunne. 
Ryu stała w sklepie na dziale mięsnym razem z Neverli. Dziewczyny i Ichigo mieli dziś za zadanie zrobić zakupy na przyjęcie niespodziankę dla Arii, świętującej dzisiejszego dnia urodziny.
Nagle zza rogu wyszła Misa oraz Kisuke, ciągnęli za sobą Kapitana Komamurę z obrożą na szyi. Długowłosa rozmawiała przez komórkę. 

- Co? Nie masz sztucznych ogni? Yhym... I co z tego, dorzuć kilka karabinów, i działo! Zrobimy powitanie jak w armii! - mówiła optymistycznie, a Urahara zbladł.
- Misa! - wrzasnęły obie dziewczyn. 

Podbiegły do niej i wyrwały jej komórkę z ręki i pożegnały się z jej rozmówcą mówiąc, że za jakiś czas ona oddzwoni. 
Misa spojrzała na nie z przebiegłym uśmiechem. 
- Widzę, że znaleźliście pieska dla Arii! - pisnęła Nev rzucając się na kapitana. 
Komamura zawył z bólu. Dziewczyna pogniotła jego ukochane haori.
-Tak, nie było łatwo, ale pożyczyłam od taty Espade, więc obeszło się bez zbytnich oporów. -wyznała. - To masz coś dla mnie?- zapytała. 

Wtedy do sklepu wbiegł Ulquiorra.
- Mamy chyba z dziesięć reklamówek z zakupami w samochodzie - powiedział Ichigo ignorując przybysza.

Poszedł do nas. U jego boku stał Hichigo, który wpatrywał się zboczonymi oczami na Never, która męczyła "psa". Ulq stanął obok albinosa zadyszany. 
- Moja... siostra... chce... mi zrobić krzywdę! - wysapał. 
- A czy przypadkiem nie powinniście teraz przygotowywać domu na urodziny? - zapytał Urahara
- Ej, miejcie serce! Ulq jest w niebezpieczeństwie!- krzyknęła Misa. 

Ichigo już miał się odezwać jednak zadzwonił telefon Ulqiorry.
- To Ona! - krzyknął przerażony. 
- Radź sobie sam... - powiedziała obojętnie Ryunne. 
- Oj, daj spokój Ryu-chan!- zaczęła Misa.
Nagle wszystkie odgłosy w sklepie ucichły. Nastała niepokojąca cisza.
- Ona tu jest - wyszeptał Ulq. 

Ukrył się za Hichigo, który zaśmiał się, gdy Espada schował się za jego ciałem. 
- Spadaj ode mnie! - krzyknął pchając go w stronę Kisuke. 
Nev wstała z Komamury i podeszła do Hichiego i pocałowała go w policzek przy czym musiał stanąć na palcach. Ten się zaczerwienił i zwrócił na nią wzrok i cmokną ją w czoło.
Wtedy został powalony przez Yuuki, która zgodnie z przypuszczeniami jej brata była powodem zamieszania w sklepie. Misa stanęła przed Ulq'iem. 

-Yuuki! Czy coś się stało? - zapytała z uśmiechem. 
- Misa, daj mi tu tą marną podróbkę Batman'a!- krzyknęła robiąc krok w stronę przyjaciółki.
Ulq przyczołgał się do nóg Misy.
- Yuuki co masz zamiar z nim zrobić? - zapytała Ryunne. 

Ryu podeszła do Ichigo i splotła swoje palce z jego. Ten uśmiechnął się lekko i przysunął bliżej niej. W tym momencie przez rozsuwane drzwi do sklepu wszedł Grimmjow, który był ubrany jak klaun. Miał nawet czerwony, piszący nos!
Każdy po kolei wybuchł śmiechem.
- Grimmjow! Miałeś załatwić klauna, a nie... Przebrać się za niego! - powiedziała Misa jako jedyna zachowując powagę.
- Chodzi ci o to? - pokazał ręka na swoje ubranie. 

Wszyscy kiwnęli głowami. 
- To jest moje ubranie na naszą zabawę! - powiedział zadowolony.
Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. 
- Grimmjow - zaczęła zrozpaczona Misa. - coś ty sobie myślał?
- Myślał? - prychnął Ichigo - On n...- nie mógł dokończyć ze względu na to że Grimmjow przygwoździł go do ściany
Misa się poddała. Nie miała już siły się z nimi kłócić.
- Zostaw mojego chłopaka! - krzyknęła Ryunne rzucając się na niego z pazurami. 

Grimmjow odskoczył od Ichigo przerażony i zatrzymał dziewczynę łapiąc ja za nadgarstki. Zaśmiał się swoim psychopatycznym śmiechem. 
- Zostaw mnie! - wrzasnęła. 
- Chciałaś mnie zaatakować! - zripostował. 
- A ty chciałeś zrobić krzywdę Ichigo! 
Uśmiech. Niebieskowłosy zawył z bólu. To Kurosaki go kopnął.
Ryu rzuciła mu się w ramiona i powiedział przez zaciśnięte zęby: 
- Może już chodźmy wszystko przygotować?
- Najpierw się pogodzicie. - zarządziła Misa z z anielskim uśmiechem. 

- Nie będę się z nim godziła! - powiedziała Ryunne wskazując na Grimma. 
- Ja też nie mam bynajmniej takiego zamiaru. Rozwiążemy to inaczej. - powiedział Grimmjow wyciągając Zanpaktou.
- Na takie rzeczy to ja się nie porywam! Nie mam ochoty walczyć z takim słabiakiem! - powiedziała.
Zwolniła uścisk na Ichim i wymierzyła prawy sierpowy w Espadę. Oberwał. Kopnęła go jeszcze z pół obrotu. Ten upadł na podłogę i zajęczał. Dziewczyna stanęła nad nim i zaśmiał się. 
- Masz za swoje, Grimm, a teraz chodźmy, mamy dużo roboty. - przyznała Ry.
Jednak Grimmjow złapał ją za nogę i zwalił na ziemię po czym wstał. Wziął ją za podkoszulek i rzucił o ścianę. Ryunne osunęła się na ziemię. 

Grimmjow zaśmiał się szyderczo.
- Jesteś słabsza niż myślałem - powiedział - I naucz się jednego. Nie lekceważ przeciwnika.
Ichigo bojąc się o stan Ryunne skoczył do niej i podniósł ją z ziemi. Miał zła minę. 

- Przesadziłeś, Grimm - wrzasnął marchewkowłosy. 
- Policzę się za ten cios! - zagroziła Ryu wstając z podłogi. - Czy ty o tym wiesz, że dziewczyn się nie bije? - zapytała. 
Grimm zaśmiał się.
 - Nie wiem... 
Ryu użyła shunpo i w mgnieniu oka siedziała na jego karku. Ten zaczął się rzucać. 
- Przestańcie już! W dniu dzisiejszym jest najważniejsza Aria! Więc jutro dacie sobie w kość - krzyknęła Yuuki.
- Cicho kobieto!- krzyknął "smerf" zrzucając z siebie Ryu. 

- Spokój! - krzyknęła Misa, a jej głos było słychać nawet w sali tronowej Aizen'a.
Nikt nie ważył się nawet ruszyć.
- Dobrze, a więc - zaczął Grimm. 

- Może pójdziemy przygotować tą imprezę? - spytała grzecznie Ryu. 
Dziewczyna wstała z ziemi i podeszła do Ichigo, który objął ją ramieniem. 
Hichigo i Neverli stali przytuleni do siebie tak ciasno jak papużki nierozłączki. 
I usłyszeli wesołą muzykę z czyjegoś telefonu, a dokładnie z komórki Ryunne. 
- To Renji - powiedziała odbierając urządzenie.
- Hej! Mamy problem, nie wiem czy zdążę na przyjęcie. Mamy zebranie, ktoś porwał kapitana Komamurę. - powiedział na jednym tchu. 

Wśród naszych bohaterów zapanowała głucha cisza. 
Yuuki wyrwała Ryunne komórkę i się rozłączyła. 
- To co robimy?- zapytał zdenerwowany Ichigo
Znów zabrzmiał muzyka.

Ryunne odebrała telefon. 
- Czemu się rozłączyłaś, Ryu? - zapytał zdyszany. 
Wszyscy spojrzeli po sobie, a następnie na Komamurę. 
Ichigo wyrwał telefon swojej dziewczynie. 
- Renji, on jest z nami... 
Nie mógł dokończyć bo Abarai pisnął przerażony. 
- Że jak? - ledwo wykrztusił. 
- Spokojnie jestem tu i przekaż wszystkim, że przyjechałem do świata ludzi w odwiedziny do Kurosakiego - wtrącił się Komamura.
-Dobrze! - krzyknął po czy się rozłączył.

*** Trzy godziny później u Kurosakiego***

Wszyscy kończyli już przygotowania. Było mnóstwo przyjaciół z Soul Society jak i z Hueco Mundo. Każdy pomagał w czymś. 
Ryunne ciągle kłóciła się z Grimmem kto jest silniejszy, rzucali się czipsami i wyzywali. Matsumoto rozmawiała z Harribel o piersiach. 
Toushiro zajadał się ciastkami i oglądał kreskówki, a Ichigo krzyczał na niego aby nie ubrudził jego dywanu. 
Komamura siedział w kojcu i wył do Księżyca. 
Hichigo skakał na trampolinie razem z Neverli. 
A Misa odbezpieczała karabiny.
Wtedy do pokoju wpadł Aizen.
- Aria, zaraz będzie! - krzyknął poprawiając swój sławny loczek.
- Wszyscy podejść do mnie! Dostaniecie po karabinie, a Grimm i Ryu... Wy zajmiecie się armatą! Na pozycje! - wykrzyknęła Misa niczym stary wojskowy.
- Ja nie będę z tym smerfem odpalać armaty! - zaprotestował Ryunne. 

- A ja z tym muminem! - dodał Grimm. 
- Mam w nosie co o sobie myślicie! - wrzasnęła Misa. - na miejsca!

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 13 cz. 2

Cholera, trzynaście  to na serio pechowa liczba, ale część druga mam nadzieję, że lepsza niż pierwsza. Dobra, mam nadzieję, iż spodoba się ^^




Po jakimś czasie jadalnię opuścili wszyscy prócz mnie, Ryunne, Rukii, Renji'ego, Zaraki'ego oraz Yachiru, która przesiadła się z ramienia kapitana na kolana Ryu. 
Dziewczynka ciągle uśmiechała się do swojej tak jakby siostry oraz szeptały do siebie co jakiś czas spoglądając na mnie. Ja tylko przy każdym spojrzeniu Ry unosiłem swoje kąciki ust w bladym uśmiechu. 
Było widać więź pomiędzy nimi. Obie rozumiały się przy każdym wymienionym zdaniu. 
W oczach Ryunne widziałem iskierki szczęścia i zadowolenia. Różowowłosa zapytała się o coś Ryu, a ta pokiwała przecząco głowę i zamknęła oczy. Jej twarz zrobiła się ponura. Ręką przeczesała włosy porucznik, a ta zaśmiała się szczęśliwa. 
- Mieliśmy porozmawiać na temat odzyskania szacunku do Ryunne przez kapitanów, a potem do Głównodowodzącego. Oczywiście jeżeli staruszek Yamamoto ma przyjąć znów w szeregi moją córkę będziemy musieli mieć poparcie Gotei 13* - zaczął Zaraki.
Wszyscy zwrócili oczy na Kapitana jedenastego oddziału słuchając uważnie jego słów. 
- Czyli tak na prawdę będziemy musieli przeprowadzić rozmowę z dziewięcioma kapitanami oraz trzema porucznikami... - powiedziała Rukia. 
Ryu spojrzała zdezorientowana na czarnowłosą z szeroko otwartymi oczami. 
- Co? - zapytała oszołomiona. - Czemu...
- Ach, zapewne nikt ci nie opowiadał o tym, iż mamy niezbyt przyjemną sytuację w Seireitei z faktu, że zdradziła nas trójka kapitanów, która teraz chce nas zgładzić spędzając aktualnie czas w Hueco Mundo - wytłumaczył Renji ze skwaszonym wyrazem twarzy. 

*************

- Kto nas zdradził? - spytałam.
Patrzyłam to na Ichigo to na ojca czy Rukię lub Renji'ego. Byłam zdziwiona i ciekawa, ale także we wnętrzu siebie zaniepokojona tym co się przez ten czas w Soul Society wydarzyło. 
- Kapitan trzeciego oddziału, Ichimaru Gin. Kapitan dziewiątego oddziału, Kaname Tousen oraz Kapitan piątego oddziału Sosuke Aizen - powiedział Abarai. 
Słysząc te nazwiska zesztywniałam, a przede wszystkim, gdy dotarło do mnie, że był tam wymieniony Gin, ten Gin. Zawsze przepadałam za nim. Lubiłam prowadzić z nim walki, które były bardzo przyjemne, a także prowadzić zawzięte rozmowy na różny temat. Czasami poruszał tematy typu z kim wolałabym walczyć czy co czuję mając taką wielką moc. 
- Gin? - wyszeptałam dławiąc się własną śliną. - Gin, jak to... możliwe? - wykrztusiłam. 
Podniosłam wzrok na nich. Wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem tylko ojciec wiedział czemu się martwiłam. 
Ale uświadomiłam sobie, że to nie jest zmartwienie, lecz złość, szczera złość. Miałam ochotę walnąć kogoś w twarz, miałam ochotę coś rozwalić nawet gołą pięścią. Czułam jak zbiera mi się na wymioty. Do mojego gardła napłynęła gorzka ślina, którą przełknęłam z trudem. 
- Musume, tak ten Gin Ichimaru - powiedział ojciec spoglądając mi prosto w oczy. 
Walnęłam pięścią w stół, który pod wpływem mojego uderzenia zatrząsł się i spadła z niego szklanka rozbijając się na drobne kawałki. 
- Jak on mógł coś takiego zrobić? Jak mógł zdradzić nasz gatunek i jeszcze do tego bratać się z Hollowami? 
Miałam tyle pytań do zadania, lecz Ichigo przerwał mi ruchem ręki. 
- Ryu, czy coś cię łączyło z Ichimaru? - zadał mi pytanie. 
Westchnęłam cicho. Był zaniepokojony i wiedziałam dlaczego. Bał się, że mogłam być zauroczona w takim człowieku, lecz on był tylko partnerem do walki. 
- Ichigo, nie. Ja prowadziłam z nim treningi z szermierki, gdy naszła mnie taka ochota. Bardzo ciekawie tłumaczył mi to co robię źle - powiedziałam mu prawdę.
On wciągnął powietrze i je wypuścił. 
- Ryunne? - usłyszałam głos Yachiru dobiegający z dołu. 
Spojrzałam na jej bladoróżową twarzyczkę. Jej czerwone rumieńce jak zawsze widniały na policzkach dziewczynki. 
Mimowolnie uniosłam jeden kącik ust do góry. 
- Słucham? 
- Zostaniesz tu na zawsze? Nie odejdziesz już więcej, prawda? - zapytała cienkim głosikiem.
Nie była wesoła jak zazwyczaj. Jej wyraz twarzy był smutny, a bordowymi oczami patrzyła prosto w moje. 
Po moim policzku spłynęła samotna łza, która wiła się po mojej twarzy i trafiając na brodę skończyła swą drogę skapując na czoło Yachiru. 
- Mam taką nadzieję - szepnęłam. 
Wtuliłam się w nią i wymawiałam jej te słowa ciągle do uszu. Mówiłam, że już na zawsze będę każdej nocy w naszym domu, że będę w pobliżu, ale... czy to prawda? Tego jeszcze nie wiedziałam. Yamamoto mógł dać każdą odpowiedź, mógł zażądać wszystkiego, a ja nie mogłam każdej rzeczy wykonać. 
- Zostanie - powiedział pewnym głosem Kurosaki. 
Podniosłam na niego wzrok i zarumieniłam się spoglądając na jego twarz. 
Przypomniałam sobie jego wargi na moich wargach. Pocałunek, który chciałabym przeżywać cały czas, ale nie to teraz było ważne. Teraz liczyła się moja przyszłość, czy zostanę tu i będę jedną z Shinigami, czy zostanę skazana na bardziej bolesną karę. Liczyły się słowa i czyny. Liczyło się to co zrobimy. 
- To jest pewne - rzekła Rukia rzucając mi pocieszające spojrzenie. 
Spojrzałam na ojca, który siedział na macie studiując moją twarz jakby chciał zapamiętać jej każdy szczegół. Jakby coś się miało wydarzyć co zniszczyłoby nasze plany. Zapewne bał się o to, że znów straci swoją córkę, że straci... mnie. Ja także się bałam, że moja piękna przyszłość zostanie rozwiana przez jedną decyzję Głównodowodzącego. Jedną decyzję, która miała osądzić gdzie jest moje miejsce. Na szali przeznaczenia zostało umieszczone moje życie oraz śmierć. 
- Trafiając tu skazałaś siebie na śmierć.
Powiedział ktoś stojący w drzwiach do jadalni. Wszyscy zerwaliśmy się ze swoich siedzisk i spojrzeliśmy w tamtą stronę. Zauważyłam, że tylko mój ojciec nie wstał, a Yachiru wróciła na jego ramię. 
Z ciemności wyłonił się Ikkaku, a u jego boku czarnowłosy zwany Ayasegawa Yumichika. Oboje mieli szerokie uśmiechy na twarzach. Łysol trzymał pochwę wraz z kataną na swoim ramieniu. Jak dobrze pamiętałam to zazwyczaj tak chodził. 
Yumichika stojący obok niego oparł rękę na biodrze i zaśmiał się pod nosem. 
- Cóż za piękne zgromadzenie! - krzyknął. 
- C o  wy tu  r o b i c i e? - zapytali razem Ichigo i Renji. 
Ikkaku ruszył w naszą stronę, a w jego ślady poszedł Ayasegawa. Przystanęli około metra przede mną. 
- Zastanawiała nas ta dziewczyna - tłumaczył Madarame wskazując na mnie. 
- Podsłuchiwaliście? - syknęła Rukia, która była gotowa rzucić się na jednego z nich. 
Chciałam zainterweniować, lecz uprzedził mnie głos ojca. 
- Co tu robicie? - powtórzył wcześniej zadane pytanie tylko, że bardziej groźnym tonem. 
Chłopcy spojrzeli po sobie i westchnęli. 
- Byliśmy ciekawi - przyznał Ikkaku. 
- Podsłuchiwaliśmy was w pięknym stylu - dodał Yumichika. 
Czarnowłosy przeczesał ręką swoją czuprynę i położył dłoń na rękojeści katany. 
- Byliście ciekawi? - powtórzył Ichigo.
Marchewkowowłosy nie był zadowolony, a na jego twarzy widniał gniew. 
- Ichigo, co ty taki wybuchowy? - zapytał Madarame. 
- To nie jest piękne - zripostował Ayasegawa. 
Jego sposób bycia. Narcyz. Typowy narcyz, zachwycający się swoim wyglądem. Narcyz, który osądzał innych po wyglądzie, a akcje nazywał pięknymi bądź, że nie były piękne. Pamiętałam jego postać jako typowego człowieka zadufanego w swoim "pięknie". 
Prychnęłam pod nosem i zachciało mi się śmiać, ale wydałam z siebie coś nie przypominającego tego dźwięku. Zakryłam dłonią usta. 
Yumichika rzucił mi przelotne spojrzenie wyrażające "to coś nie było piękne". Tak to odebrałam. Pragnęłam się z niego śmiać, tak bardzo śmiać, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Na śmiech w takim momencie. Jestem przeraźliwie głupia. 
- Baka** - szepnęłam pod nosem.
Chyba on to usłyszał bo obrócił głowę w moją stronę i zrobił skwaszoną minę. 
- Kogo tak nazwałaś? - zapytał. 
- Jak? - odpowiedziałam pytaniem.
- No tak jak powiedziałaś! - krzyknął zażenowany. 
Cudem wstrzymałam się przed wybuchnięciem śmiechem. 
- Hmmm... no ale jak?! 
- Baka, głupia - powiedział. 
Przetarł ręką czoło i roześmiał się. 
- Ja ci zaraz dam! - wrzasnęłam. 
Rzuciłam się na niego z pazurami, a ten zaczął biegać po całej jadalni. 
Oboje śmieliśmy się z tego co robimy. Poczułam do niego sympatię. Szczerą sympatię, choć był takim narcyzem. 
Czułam na sobie oczy zwrócone w moją stronę. Zachowywaliśmy się jak dzieci. Jak dzieci, które miały ochotę powyprówać gałki oczne swojemu koledze. 
- Czy możecie się uspokoić? - zapytał Ikkaku z dziwnym wyrazem twarzy.
Stanęliśmy zdyszani tuż obok nich. Nadal nie mogliśmy opanować się od tego śmiechu. Po prostu to było przezabawne. Ja byłam tak na prawdę jeszcze nastolatką. Miałam za sobą tylko piętnaście lat. Lubiłam czasem "pobawić się". To było oczywiste. Będąc dzieckiem nie miałam swobody. Nie miałam przyjaciół w swoim wieku. Jedyną osobą, która się ze mną bawiła była Yachiru. 
- Jesteś za bardzo porywcza - stwierdził Yumichika uśmiechając się do mnie. - lecz to jest bardzo dobra cecha. Wiedziałem od razu, gdy cię zobaczyłem, że cię polubię! Testowałaś na Ikkaku kidou to jest fantastyczne!

* Gotei 13 - (護廷十三隊, Goteijūsantai; "13 Dworskich Oddziałów Obronnych") jest to 13 Oddziałów stacjonujących w Seireitei. Są one podstawową i najliczniejszą organizacją wojskową Soul Society.
** Baka - głupek, debil

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 13 cz. 1

Wybaczcie, że taki krótki, ale nie miałam pomysłu i obiecuję, że 2 część tego rozdziału będzie ciekawa. Wiem, że przesłodziłam, ale i tak to miało być już w poprzednim rozdziale, lecz napisałam w tym. Drugą część obiecuję napisać lepiej bo ten to dziełem sztuki nie jest -.-



"- Ryunne, czy ty też... 
- Tak, kocham cię."


- Ryu to nie możliwe abyś taka była - powiedział kręcąc głową przecząco na boki.
Spojrzał na mnie i złapał mnie za ramiona. Jego oczy przeszywały mnie na wskroś.
Pochylił się do przodu tak, że jego twarz była zaledwie parę centymetrów od mojej. Czułam jego ciepły oddech na policzku taki miły i delikatny.
Siedziałam wpatrzona w jego osobę jak sparaliżowana. Nie mogłam wykonać jakiegokolwiek ruchu.
On mnie zaczarował... sobą.
- Ichigo, ale ja to czuję... i widzę... to kim kiedyś byłam - wydukałam przez zęby.
On westchnął cicho i chwycił moją twarz w obie ręce. Cała znów się rozpaliłam.
Ichigo przysunął się do mnie bliżej, a na jego twarzy zawidniał szczery uśmiech. Pogładził opuszkami palców moją nagą szyję, na której pod jego dotykiem pojawiła się gęsia skórka.
- Ryunne, w moich oczach nigdy taka nie byłaś i nigdy nie będziesz. Dla mnie jesteś tą osobą, która teraz siedzi na przeciwko mnie i wpatruje się we mnie tymi dobrymi oczami, oczami koloru wzburzonego morza - zaśmiał się pod nosem i przymknął oczy, a po chwili je otworzył. - Znam cię tak krótko, lecz wiem jaka jesteś.
Przełknęłam ślinę. To co on mówił było szczere. Jego słowa płynęły z niego jak rzeka doliną. Takie prawdziwe.
Nie mogłam złapać oddechu po jego wypowiedzeniu. Nie oddychałam przez parę sekund, ale po chwili wciągnęła głośno powietrze.
- Ichigo... - wyszeptałam nie wiedząc co powiedzieć.

Do moich oczu napłynęły łzy. Zamknęłam oczy i zaczęłam płakać. 
Płakać gorzkimi łzami. 
Jego ramiona przyciągnęły mnie do siebie. Ręką głaskał mnie po głowie. 
- Ryu, nie płacz, proszę... - szeptał. 
Położyłam rękę na jego torsie jeżdżąc palcem po mięśniach chłopaka. Były twarde, nie zdatne do przecięcia. On był silny i myślę, że jego moc przewyższała nawet moją. 
Przymknęłam oczy i wstrzymałam płacz. Nie mogłam płakać. 
- Ichigo, dziękuję ci, że cię poznałam bo to chyba najpiękniejsza rzecz jaka kiedykolwiek się stała - powiedziałam do ucha Kurosakiego.
Odsunęłam się od niego ręką i uśmiechnęłam patrząc na jego rozczochraną czuprynę. Dotknęłam dłonią rudych włosów Ichi'ego. Na jego twarzy była wymalowana fascynacja. 
- Ichigo... 
Chciałam mu coś powiedzieć, lecz on przerwał mi pocałunkiem. Nasze usta złączyły się w jedność. Czułam słodki smak warg chłopaka. Ramionami otoczył mnie, a ja zawiesiłam swoje ręce na jego karku przyciągając go bliżej siebie. 
Czułam się wspaniale, a on był taki nieopanowany przy tym zajściu. Wszystko robił gwałtownie, a zarazem delikatnie aby nie zrobić mi krzywdy. Wczepił swoje dłonie w moje włosy i wyjął z nich szpilkę aby je rozpuścić. Opadły na moje ramiona, czarne jak noc. 
Dłonią głaskał moje plecy, aż oderwał się ode mnie. 
- Ryunne, ja... przepraszam... tak bardzo przepraszam... - rzekł załamanym głosem. 
Zakrył swoją twarz dłońmi, które ja po chwili zdjęłam. On patrzył na moje oblicze z szeroko rozszerzonymi oczami, które były zdziwione. 
- Ichigo, za co mnie przepraszasz? - spytałam. 
Przekrzywiłam głowę lekko w prawo i przyglądałam mu się z tej perspektywy. Zaśmiałam się cicho trzymając nadal jego nadgarstki.
On siedział jak sparaliżowany, drgał. Mrugał powiekami. 
- Ryunne, czy ty też... 
- Tak, kocham cię.

******************

Noc spędziliśmy w swoich ramionach na nieskończonej rozmowie. Nie potrafiłem sobie wyobrazić wrócenia do swojego pokoju. 
Chciałem być jak najbliżej Ryu. Jak najbliżej jej ciała. Jak najbliżej jej serca bijącego w równym rytmie. Razem stanowiliśmy jedność, a to co mi wyznała, że mnie kocha ucieszyło moje serce. Znaliśmy się tak krótko, ale od razu po pierwszych zamienionych słowach czuliśmy, iż jesteśmy dla siebie stworzeni. 
"Przeznaczenie - wyszeptała wtulona w mój tors. - Przeznaczenie nas do siebie zaprowadziło." 
Sam jej głos, który był tak miły dla moich uszu dawał mi spokój. 

******************

Rano obudziło nas pukanie do drzwi. Oboje otworzyliśmy szeroko oczy i rozejrzeliśmy się po pomieszczeniu. 
Przez okna do wnętrza wpadało światło porannego słońca. Ryunne wstała przeciągając się i podeszła do drzwi. Otwierając je rzuciła mi przelotne spojrzenie. 
Na korytarzu ujrzałem Ikkaku obok, którego stał Yumichika. Oboje mówili coś do Ryu, a gdy kątem oka spojrzeli do pokoju uśmiechnęli się i po chwili odeszli. 
- Co chcieli? - zapytałem. 
Dziewczyna postawiła parę kroków w moją stronę i stanęła metr ode mnie. Na jej twarzy widniał grymas. Założyła ręce na piersi. 
- Musimy się zbierać i iść na śniadanie - powiedziała. - Zauważyli cię - dodała.
- Wiem. 
Zaśmiała się cicho i przymknęła oczy. 
- Ichi, jesteś taki...
- Uroczy? - wciąłem się. 
- Beztroski - powiedziała rozbawiona. 
Zdziwiłem się jej wesołością, ale także rozumiałem jej zachowanie. Była po prostu... szczęśliwa. 
- Serio? A ty przezabawna moja droga Ryunne - rzekłem wstając. 
Otworzyła oczy i roześmiała się. Była urocza w takim stanie. Jej śmiech był śliczny, a jej twarz podczas niego nabierała dziecięce rysy. 
- Ichigo! Miej tego świadomość, że kiedyś zrobię ci krzywdę! - zagroziła. 


******************

W jadalni panował hałas. Wszyscy prowadzili zawzięte rozmowy, gdy wraz z Ichigo weszliśmy do pomieszczenia zawołała nas Rukia siedząca tuż obok Renji'ego i mojego ojca. 
Oboje ruszyliśmy w ich stronę. Nasze dłonie ocierały się o siebie co jakiś czas. 
Usiadłam obok ojca. Na stole były wystawione talerze, na których były potrawy. 
- Ohayo - przywitaliśmy się. 
Zaczęłam jeść co jakiś czas spoglądając na Kurosakiego. Ja na prawdę go kochałam. W środku uśmiechałam się na niego patrząc za każdym razem. Jest niezwykły i cudowny. Nigdy nie potrafiłabym mu powiedzieć złej rzeczy. Nigdy, ale gdyby czy nie kochać znaczy wybaczać?