środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 13 cz. 1

Wybaczcie, że taki krótki, ale nie miałam pomysłu i obiecuję, że 2 część tego rozdziału będzie ciekawa. Wiem, że przesłodziłam, ale i tak to miało być już w poprzednim rozdziale, lecz napisałam w tym. Drugą część obiecuję napisać lepiej bo ten to dziełem sztuki nie jest -.-



"- Ryunne, czy ty też... 
- Tak, kocham cię."


- Ryu to nie możliwe abyś taka była - powiedział kręcąc głową przecząco na boki.
Spojrzał na mnie i złapał mnie za ramiona. Jego oczy przeszywały mnie na wskroś.
Pochylił się do przodu tak, że jego twarz była zaledwie parę centymetrów od mojej. Czułam jego ciepły oddech na policzku taki miły i delikatny.
Siedziałam wpatrzona w jego osobę jak sparaliżowana. Nie mogłam wykonać jakiegokolwiek ruchu.
On mnie zaczarował... sobą.
- Ichigo, ale ja to czuję... i widzę... to kim kiedyś byłam - wydukałam przez zęby.
On westchnął cicho i chwycił moją twarz w obie ręce. Cała znów się rozpaliłam.
Ichigo przysunął się do mnie bliżej, a na jego twarzy zawidniał szczery uśmiech. Pogładził opuszkami palców moją nagą szyję, na której pod jego dotykiem pojawiła się gęsia skórka.
- Ryunne, w moich oczach nigdy taka nie byłaś i nigdy nie będziesz. Dla mnie jesteś tą osobą, która teraz siedzi na przeciwko mnie i wpatruje się we mnie tymi dobrymi oczami, oczami koloru wzburzonego morza - zaśmiał się pod nosem i przymknął oczy, a po chwili je otworzył. - Znam cię tak krótko, lecz wiem jaka jesteś.
Przełknęłam ślinę. To co on mówił było szczere. Jego słowa płynęły z niego jak rzeka doliną. Takie prawdziwe.
Nie mogłam złapać oddechu po jego wypowiedzeniu. Nie oddychałam przez parę sekund, ale po chwili wciągnęła głośno powietrze.
- Ichigo... - wyszeptałam nie wiedząc co powiedzieć.

Do moich oczu napłynęły łzy. Zamknęłam oczy i zaczęłam płakać. 
Płakać gorzkimi łzami. 
Jego ramiona przyciągnęły mnie do siebie. Ręką głaskał mnie po głowie. 
- Ryu, nie płacz, proszę... - szeptał. 
Położyłam rękę na jego torsie jeżdżąc palcem po mięśniach chłopaka. Były twarde, nie zdatne do przecięcia. On był silny i myślę, że jego moc przewyższała nawet moją. 
Przymknęłam oczy i wstrzymałam płacz. Nie mogłam płakać. 
- Ichigo, dziękuję ci, że cię poznałam bo to chyba najpiękniejsza rzecz jaka kiedykolwiek się stała - powiedziałam do ucha Kurosakiego.
Odsunęłam się od niego ręką i uśmiechnęłam patrząc na jego rozczochraną czuprynę. Dotknęłam dłonią rudych włosów Ichi'ego. Na jego twarzy była wymalowana fascynacja. 
- Ichigo... 
Chciałam mu coś powiedzieć, lecz on przerwał mi pocałunkiem. Nasze usta złączyły się w jedność. Czułam słodki smak warg chłopaka. Ramionami otoczył mnie, a ja zawiesiłam swoje ręce na jego karku przyciągając go bliżej siebie. 
Czułam się wspaniale, a on był taki nieopanowany przy tym zajściu. Wszystko robił gwałtownie, a zarazem delikatnie aby nie zrobić mi krzywdy. Wczepił swoje dłonie w moje włosy i wyjął z nich szpilkę aby je rozpuścić. Opadły na moje ramiona, czarne jak noc. 
Dłonią głaskał moje plecy, aż oderwał się ode mnie. 
- Ryunne, ja... przepraszam... tak bardzo przepraszam... - rzekł załamanym głosem. 
Zakrył swoją twarz dłońmi, które ja po chwili zdjęłam. On patrzył na moje oblicze z szeroko rozszerzonymi oczami, które były zdziwione. 
- Ichigo, za co mnie przepraszasz? - spytałam. 
Przekrzywiłam głowę lekko w prawo i przyglądałam mu się z tej perspektywy. Zaśmiałam się cicho trzymając nadal jego nadgarstki.
On siedział jak sparaliżowany, drgał. Mrugał powiekami. 
- Ryunne, czy ty też... 
- Tak, kocham cię.

******************

Noc spędziliśmy w swoich ramionach na nieskończonej rozmowie. Nie potrafiłem sobie wyobrazić wrócenia do swojego pokoju. 
Chciałem być jak najbliżej Ryu. Jak najbliżej jej ciała. Jak najbliżej jej serca bijącego w równym rytmie. Razem stanowiliśmy jedność, a to co mi wyznała, że mnie kocha ucieszyło moje serce. Znaliśmy się tak krótko, ale od razu po pierwszych zamienionych słowach czuliśmy, iż jesteśmy dla siebie stworzeni. 
"Przeznaczenie - wyszeptała wtulona w mój tors. - Przeznaczenie nas do siebie zaprowadziło." 
Sam jej głos, który był tak miły dla moich uszu dawał mi spokój. 

******************

Rano obudziło nas pukanie do drzwi. Oboje otworzyliśmy szeroko oczy i rozejrzeliśmy się po pomieszczeniu. 
Przez okna do wnętrza wpadało światło porannego słońca. Ryunne wstała przeciągając się i podeszła do drzwi. Otwierając je rzuciła mi przelotne spojrzenie. 
Na korytarzu ujrzałem Ikkaku obok, którego stał Yumichika. Oboje mówili coś do Ryu, a gdy kątem oka spojrzeli do pokoju uśmiechnęli się i po chwili odeszli. 
- Co chcieli? - zapytałem. 
Dziewczyna postawiła parę kroków w moją stronę i stanęła metr ode mnie. Na jej twarzy widniał grymas. Założyła ręce na piersi. 
- Musimy się zbierać i iść na śniadanie - powiedziała. - Zauważyli cię - dodała.
- Wiem. 
Zaśmiała się cicho i przymknęła oczy. 
- Ichi, jesteś taki...
- Uroczy? - wciąłem się. 
- Beztroski - powiedziała rozbawiona. 
Zdziwiłem się jej wesołością, ale także rozumiałem jej zachowanie. Była po prostu... szczęśliwa. 
- Serio? A ty przezabawna moja droga Ryunne - rzekłem wstając. 
Otworzyła oczy i roześmiała się. Była urocza w takim stanie. Jej śmiech był śliczny, a jej twarz podczas niego nabierała dziecięce rysy. 
- Ichigo! Miej tego świadomość, że kiedyś zrobię ci krzywdę! - zagroziła. 


******************

W jadalni panował hałas. Wszyscy prowadzili zawzięte rozmowy, gdy wraz z Ichigo weszliśmy do pomieszczenia zawołała nas Rukia siedząca tuż obok Renji'ego i mojego ojca. 
Oboje ruszyliśmy w ich stronę. Nasze dłonie ocierały się o siebie co jakiś czas. 
Usiadłam obok ojca. Na stole były wystawione talerze, na których były potrawy. 
- Ohayo - przywitaliśmy się. 
Zaczęłam jeść co jakiś czas spoglądając na Kurosakiego. Ja na prawdę go kochałam. W środku uśmiechałam się na niego patrząc za każdym razem. Jest niezwykły i cudowny. Nigdy nie potrafiłabym mu powiedzieć złej rzeczy. Nigdy, ale gdyby czy nie kochać znaczy wybaczać?

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 12

Rozdział 12, trochę spóźniony. Na początku myślałam, że nie wyjdzie, ale... chyba wyszedł? Mam taką nadzieję... Ojj Ichi ^^ Ojj Ryu... 
Rozdział 13 pojawi się dopiero w środę bo moja mama zabiera laptop w podróż do Torunia ^^, lecz będę pisać, ponieważ na tablecie da się, choć nie poprawia mi tych cholernych błędów, no ale cóż trzeba polegać na internecie jak zapomnę o tym jak coś się pisze :D



"Jestem szalony - wyszeptał. 
Zaśmiałam się cicho. 
- Wcale nie, Ichigo"


Postawiłam Yachiru na ziemi, ale ta wskoczyła mi na ramię. Na jej reakcję od razu zaśmiałam się przy czym zamknęłam oczy. Sięgnęłam dłońmi do jej głowy i zmierzwiłam jej różowe włosy.
- Yachiru - szepnęłam.
Spojrzałam w stronę ojca, który patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Musume-san* - rzekł.
- Otō-san - wyszeptałam.
Ruszyliśmy w swoją stronę i gdy byliśmy już blisko siebie rzuciłam się w jego potężne ramiona. Otulił mnie swoimi rękoma moje ciało.
- Tęskniłam, ojcze. Tęskniłam - powiedziałam przez łzy.
Zaczęłam płakać. Zacisnęłam mocno powieki.
- Ryunne, przecież ty... to niemożliwe, że tu jesteś... - mówił.
- Chichi, ale odzyskałam pamięć i moce. Pomogli mi w tym Ichigo i Urahara, oni najbardziej. To wszystko jest takie... nieprawdopodobne... nareszcie jestem w miejscu, gdzie pasuję...
- Martwiliśmy się o ciebie wraz z Yachiru, gdy zostałaś zapieczętowana. Chcieliśmy jakoś ciebie wyrwać spod tej kary. Dużo rozmawiałem z Kapitanem Dowódcą. Prosiłem aby pozwolił ci wrócić, lecz bezskutecznie, a teraz sama pojawiłaś się tutaj i jeżeli cię wykryją...
Westchnęłam cicho i odsunęłam się od ojca. Yachiru ze mnie przeszła na mężczyznę. Stanęłam do niego bokiem i spojrzałam w niebo chwytając swoją prawą rękę, lewą.
- Uznają mnie za Ryoka, mam tego świadomość. Ichigo, Rukia oraz Renji także mogą zostać uznani za Ryoka, a są sprzymierzeńcami. Ja... przyszłam tu bez pozwolenia.
Ojciec położył mi rękę na ramieniu. Zwróciłam na niego wzrok. On uśmiechał się szeroko.
- Na razie jesteście tu. U mnie jesteście bezpieczni - zagwarantował troskliwym głosem.
Ichigo podszedł do nas i zwrócił się do kapitana.
- Zaraki-san, musimy pomóc Ryunne odzyskać szacunek wśród kapitanów oraz Yamamoto-sama.
- Wiem o tym. Może porozmawiamy o tym rano, a teraz się prześpicie? - spytał.
- Z chęcią - powiedzieliśmy zgodnie.

****************

Ojciec zaprowadził każdego do wolnego pokoju tylko ja dostałam swój dawny pokój. Pomieszczenie wyglądało tak jak kiedyś. Przy jednej ze ścian stała ozdobna etażerka**, a obok niej szafa, w której były poukładane, piękne zrobione z delikatnego materiału kimona o przeróżnych zdobieniach i kolorach. Po środku leżała mata, na której była ułożona jasno niebieska kołderka z motywem kwiatów, a poduszka miała kolor bieli.
Pomieszczenie to było dosyć duże aby pomieścić wielu ludzi. Uklękłam na macie i pogładziłam dłonią materiał.
- Czemu jestem smutna? - spytałam siebie.
~ Ryunne, to radość bo jesteś w końcu w domu. To nie jest smutek ~ usłyszałam głos Apokalipsy.
Uśmiechnęłam się na jej słowa. Radość, która mnie ogarniała była nieograniczona.
Pokój był pogrążony w ciemności. Westchnęłam i rozejrzałam się po pomieszczeniu.
- Dobranoc, Apokalipso.
Oyasumi nasai***. 
I jej głos umilkł, a ja siedziałam sama na macie. Odkryłam nakrycie i wskoczyłam pod nie. Przez długi czas leżałam tak próbując zasnąć, aż w końcu mrok mnie ogarnął. 

****************


 Przez całą noc nie mogłem zasnąć. W mojej głowie kotłowały się różne myśli dotyczące przede wszystkim Ryunne. Dziś uświadomiłem sobie, że ona jest dla mnie na prawdę ważna. Jej uśmiech daje mi powód do radości, a jej strach budzi we mnie smutek. 

- Co jest ze mną nie tak? - spytałem sam siebie.
Oparłem się o ścianę i zwróciłem wzrok na palącą się świeczkę, która oświetlała, choć trochę pokój. Mimo, że musiałem rano wstać nie pocieszał mnie ten fakt, że mogłem sobie teraz spokojnie spać. Tak się nie da, gdy myślę tylko o Ryunne. 
Zamknąłem oczy i podciągnąłem jedną nogę do brody, a dłonią przetarłem sobie senną twarz. Nienawidziłem rozmyślać o tym czego nie mogę mieć, ale czy ona nie jest w zasięgu mojej dłoni? Czy nie jestem godny bycia blisko tej istoty?
- Ryunne - wyszeptałem. 
Nie chciałem tu tak siedzieć bezczynnie patrząc na gaszącą się świeczkę i rozmyślać o tej dziewczynie. Miałem ochotę pójść do niej i powiedzieć jej co czuję. Wyrazić swoje uczucia, lecz czy to jest możliwe? Śmiech rozległ się w moim umyśle. 
Dobrze mi znany śmiech kogoś kogo stłumiłem obejmując jego moce. Teraz sam potrafiłem zakładać maskę Hollowa, jego maskę. Visored'zi**** pomogli mi stłumić moje wewnętrzne alter ego, lecz nie do końca. On w każdej chwili mógł się pojawić. W chwili słabości, czyli takiej jak ta. 
~ Ichigo, śmieszysz mnie! ~ rozbrzmiał jego szyderczy głos. 
Westchnąłem cicho otwierając szeroko oczy. 
- Serio? - zapytałem. - Dawno cię nie słyszałem. 
~ A kogo to wina? ~ zadał pytanie, na które znał odpowiedź. ~ Twoja! Przez ciebie, Ichigo, przez twoją wolę nigdy nie mogę dokończyć walki. No, ale cóż - Króla się nie wybiera, prawda? 
Uśmiechnąłem się na jego słowa i zacząłem bawić się nitką, która w niewiadomy mi sposób znalazła się w mojej ręce.
- Czy ty masz pojęcie co mówisz? Króla się wybiera, głosuje się na niego. Ludzie wybierają swojego władcę - poprawiłem go.
Spojrzałem spod przymrużonych oczu na mrok, który mnie otaczał. Dosłownie przed chwilą wygasła ta świeczka.
~ To czemu ja nie mogłem dokonać wyboru? ~ zapytał z widoczną wyższością w głosie.
- To twój problem - prychnąłem.
Zaśmiał się. Wyobraziłem sobie jego bladą jak kreda twarz i te białe włosy oraz oczy z żółtymi tęczówkami i czarną gałką oczną. Te jego wrogie spojrzenie i szyderczy uśmiech. Mój wewnętrzny Hollow brzydził mnie, lecz dzierżyłem do niego w jakiś sposób szacunek.
~ Ichigo, ta Ryunne jest na prawdę niezwykła. Ja także dzierżę do niej jakieś "uczucia", wiesz? Ta dziewczyna ma w sobie jakąś mroczną iskrę, która pociąga nas do jej osoby, do jej duszy.
Jego słowa zdziwiły mnie i to dosłownie, aż mnie zamurowało. Zamrugałem parę razy oczami i wstałem uświadamiając sobie, że chcę być teraz przy niej.
- Wiesz, po raz pierwszy od początku naszej znajomości mówisz coś konkretnego - powiedziałem. - A teraz idź już sobie. Chcę zajrzeć do Ryu-chan i nie mam ochoty słuchać twojego gadania, które potwornie mnie irytuje - warknąłem.
Śmiech.
~ Irytuje? Na prawdę? Oj nie miałem pojęcia! No ale dobra, dobra! Zostawiam cię sam na sam z "Diaboliczną Istotą" zwaną Ryunne Kenpachi... a i zapomniałem! Pamiętaj, dbaj o to ciało bo ono kiedyś będzie należeć do mnie ~ zaśmiał się.
Jego obecność znikła, a ja byłem już sam. Jak zawsze gadał nie od rzeczy, ale aby nazwać Ry "Diaboliczną Istotą"? On jest na prawdę nienormalny.
Otworzyłem delikatnie drzwi aby nie wydały żadnego dźwięku. Wyszedłem na korytarz i zamknąłem je za sobą z taką ostrożnością jak wcześniej.
Zacząłem stawiać cicho nogi na podłodze i ruszyłem przed siebie zmierzając w stronę pokoju Ryunne. W każdym pomieszczeniu były zgaszone światła. Wszędzie panowała grobowa cisz i mrok, lecz to mi nie przeszkadzało w przemierzaniu części mieszkalnej baraków jedenastego oddziału.
Po chwili doszedłem do drzwi pokoju Ryu.
Cicho zapukałem.
Cisza.

**************

Ze snu wyrwało mnie ciche pukanie w drzwi. Zastanawiało mnie komu przyszło do głowy budzenie mnie w środku nocy.
"Chyba utłukę tego kogoś na kwaśne jabłko!" - pomyślałam.
Przetarłam zaspane oczy i podniosłam się z maty podchodząc do drzwi. Na mojej twarzy zapewne wymalowało się zdziwienie, ponieważ postać opierająca się o równoległą ścianę to był...
- Ichigo - wyszeptałam. - Co ty tu robisz o tej porze? - zapytałam.
Chłopak uśmiechnął się szeroko przy czym zamykając oczy i przekrzywił głowę w bok.
- Zaprosisz mnie? - spytał nonszalancko.
Kiwnęłam głową i odsunęłam się od wejścia wchodząc do środka. Marchewkowowłosy wkroczył w moje skromne progi i wykrzywił swoje usta w grymas.
- Nasze pokoje są mniej... - zaciął się poszukując dobrego słowa. - szykowne.
Ziewnęłam cicho. Spojrzał na mnie i usiadł na krześle stojącym przy biurku. Rozsiadł się w nim jakby był u siebie.
- Rozumiem, że cię obudziłem?
- A nie widać? - zapytałam przeciągając każdą literę.
Przymknął oczy i zaczął oddychać spokojnie.
- Widać i to bardzo - wyszeptał.
Wstał z krzesła otwierając szeroko oczy i zmierzając w moją stronę. Serce zaczęło mi łomotać. Czułam jak pulsują mi żyły, a mój oddech stał się szybszy.
Stanął na przeciwko mnie. Jego i moją twarz dzieliły zaledwie centymetry. 
Czy on... czy... 
NIE! 
Obudź się Ryunne to nie jest możliwe. On nie może... to nie może być tak...
Ręką zgarnął mój zagubiony kosmyk za ucho i uśmiechnął się lekko. Czułam jak robi mi się gorąco. Stałam tak sparaliżowana jego dotykiem.
- Wiesz... odkąd cię poznałem czułem, że moje serce należy do ciebie. Pragnąłem cię chronić i... chyba też kochać. Nie...
- Nie rozumiałeś tego uczucia - dokończyłam za niego. - Ze mną było to samo.
Wpatrywałam się głęboko w jego brązowe oczy. Był taki piękny. Moja dłoń powędrowała do włosów chłopaka. Poczułam delikatną czuprynę, którą chciałoby się dotykać i dotykać. Chwycił mój nadgarstek i przysunął go do swoich ust. Musnął moją skórę wargami. Przymknął oczy. 
Zadrżałam przerażona, ale także zafascynowana.
- Jestem szalony - wyszeptał. 
Zaśmiałam się cicho. 
- Wcale nie, Ichigo - rzekłam. 
Rozszerzył powieki. Jego oczy iskrzyły się miłością i zaufaniem. 
- Tak... - zaczął.
- To ja jestem szalona. To moje serce bije mocniej na twój widok oraz każde spojrzenie. Czuję się rozgrzana, gdy twoja dłoń dotyka mojego ciała. Boję się tego uczucia, ale także ufam jemu. Wiesz czemu? - zadałam pytanie, na które sama odpowiedziałam. - Bo moja dusza mówi mi, że jesteś godny wszelkich pięknych uczuć. Nawet moja Apokalipsa polubiła ciebie! - podniosłam głos śmiejąc się pod nosem. 
Patrzyłam prosto w jego oczy. Głęboko w jego oblicze. Czułam jego ciepły oddech na swojej skórze. 
Ręką powędrował do mojej twarzy i zaczął ją głaskać. Wodził palcami po moim podbródku, a następnie po wargach. Opuszkami pogłaskał mój nos, a później dotarł do czoła. Chwycił pukiel moich włosów i przeczesał je ręką. 
Zaśmiał się cicho. 
- Jesteś dziwna - stwierdził. 
Zrobiłam skwaszoną minę. 
- Lecz w dobrym tego słowa znaczeniu - dodał. 
Moje usta wygięły się w bladym uśmiechu. I... przypomniałam sobie tą moją tajemnicę. 

***************

Siedziałam na przeciwko jakiegoś Shinigami'ego, który był odziany w takie samo kimono jak każdy inny z naszego gatunku. Był to mężczyzna w dość podeszłym wieku. 
Przebywaliśmy w pomieszczeniu bez drzwi i okien. Ta biel. Za jasno. 
Nie widziałam dokładnego zarysu twarzy człowieka, ale było tak zawsze przy napływie wspomnień. 
- Ryunne-san, Genryusai-sensei kazał mi potwierdzić jego hipotezę, iż potrafisz wchodzić do umysłu Shinigami i rozmawiać z jego Zanpaktou. Czy możesz mi to udowodnić? - zapytał.
Zaśmiałam się szyderczo. 
- Czyżby sugeruje tym pan abym wkradła się do pańskiego umysłu? - odpowiedziałam pytaniem z nutką irytacji w głosie. 
- Proszę nie nazywać mnie "panem"...
- A czyżby "pan" nie był mężczyzną? - zażartowałam wcinając się w jego przemówienie. 
Prychnął i wstał z krzesła opierając się obiema dłońmi o stół i spoglądając na mnie. 
- Nie mam ochoty słuchać twoich kpin, Ryunne Kenpachi. Nazywam się Tsubashi Akai - przedstawił się. 
- Och, jakiś ty zbulwersowany, Akai-san - rzekłam śmiejąc się z niego. 
- Czy możesz mi dać spokój i ukazać swoją nadprzyrodzoną moc? - zapytał. 
Usiadł na swoje krzesło i założył ręce na piersi. 
- A czy przypadkiem nie każdy Shinigami ukazuje swą "nadprzyrodzoną" moc przez swoje formy Zanpaktou, shunpo***** czy kidou? Większość ludzi w Rukongai****** nie posiada takich mocy jak my. Tylko nieliczni mogą stać się Shinigami. Spójrz także na Świat Ludzi, każdy człowiek żyje tam po swojemu. Przestrzegają prawa, ale także je łamią, ale nie posiadają takich mocy jak my, choć budują drapacze chmur i używają maszyn, których my nie pojmujemy. Są wynalazcy, którzy tworzą nowe rzeczy. Jest pomiędzy nami wielka różnica. Oni nie mają mocy. My ją mamy, a więc czym jest dla ciebie ta "nadprzyrodzona" moc? - zapytałam go przerywając swoją wypowiedź. 
- Ryunne, nie mam ochoty prowadzić dyskusji na temat Rukongai oraz Świata Ludzi. Przejdźmy do sedna naszego spotkania. Pokaż to o czym mówił mi Kapitan Dowódca...

Skupiłam się na jego reiatsu. Na jego konsystencji i skupieniu cząsteczek duchowych. Aż dotarłam.
Zaczęłam majstrować przy jego umyśle szukając dobrego klucza, który miał otworzyć zamek do jego świata. Moje poszukiwania odniosły skutki. Otwarłam wrota do umysłu Akai'a. 
Było tam przesadnie biało. Na mlecznym niebie wisiały czarne gwiazdy oraz złoty Księżyc. Ten świat był odzwierciedleniem jego duszy, a więc wnioskując o tym świecie, iż jest istotą niewinną, lecz także otaczającą się bogactwem bądź chciwością jak i również bólem otaczającym jego życie. 
Przede mną pojawiła się postać.
Kontury jego twarzy były lisie. Włosy miał rude, a oczy czarne jak noc. Nosił białe kimono przeplatane złotym pasem. 
Ukłoniłam się lekko przed nim. 
- Ohayo! - przywitałam się. 
~ Co tu robisz? ~ spytał nieufnym tonem. ~ To nie twój świat. 
- Wkradłam się w twojego Mistrza skromne progi szukając czegoś ciekawego - wytłumaczyłam. 
Uśmiechałam się szeroko.
Postać na moje słowa wzdrgnęła się i chwyciła do rękojeści katany, która znikąd pojawiła się u jego boku. 
~ Jesteś dla mnie wrogiem, a wrogów się usuwa ~ krzyknął. 
- Ojej! Straszne! - wrzasnęłam zirytowana. 
I po tych słowach powróciły do mnie wspomnienia, gdy wchodziłam do czyjegoś umysłu.

***********

Słyszałam znany mi głos przy uchu, który pragnął mnie ocucić. 
- Ryunne! - mówił. - Ryu, co jest? Coś zrobiłem nie tak? - pytał. 
Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Ichigo. Uniosłam się na łokciach i spojrzałam prosto w jego oczy. Na jego twarzy malowało się zmartwienie. 
Do moich oczu napłynęły łzy. 
- Co jest? - zapytał.
Przytulił mnie do siebie, a ja wczepiłam dłonie w jego włosy. Zaczęłam potwornie płakać. 
To co zobaczyłam. Jaka byłam. Oschła i taka zimna. 
Śmiałam się z Shinigami. 
Kpiłam z niego. 
Żartowałam sobie z bardzo poważnej sprawy. 
Bawiłam się czasem, który nie ubłagalnie szybko płynie. 
Byłam inna niż teraz, odmienna. Zastanawiało mnie to czemu taka byłam. Teraz moje serce było dobre. Chciałam dobra. Chciałam aby ludzie pokładali we mnie nadzieje. Mój charakter był ostry jak brzytwy. 
- Ichigo - wyszeptałam. 
Chłopak smyrał mnie po plecach delikatnie i czule. 
- Co się stało? Powiesz mi? - spytał. 
Wciągnęłam głęboko powietrze do płuc i odsunęłam się od niego tak aby nie poczuł się odrzucony. Przetarłam wierzchem dłoni łzy i pociągnęłam nosem. Przyglądałam się swoim dłoniom otwierając je i ściskając. 
- Urahara zapewne ci mówił o tym, iż potrafiłam wtargnąć do umysł Shinigami - powiedziałam. 
- Taaak - potwierdził przeciągając samogłoskę. - No i co z tego? 
- Ja... kiedyś byłam inna... niemiła i oschła... nie wiem czy przypadkiem nie też zła... - szepnęłam przez zęby. 



*Musume-san (z szacunkiem) - córka
** etażerka -  lekki przenośny mebel stojący na podłodze, składający się z kilku półek, umieszczonych jedna nad drugą. Pojawił się w okresie klasycyzmu (za Ludwika XVI we Francji). Zwykle posiada lekką konstrukcję, nie jest zabudowany. W języku polskim istnieje rozróżnienie na etażerkę i regał. W języku francuskim étagère to etażerka, ale także regał.
*** Oyasumi nasai - dobranoc
**** Visored - to grupa Shinigamich, którzy posiedli moce Hollowa.
***** Shunpo - to jedna z elementarnych technik szybkich kroków. Umiejętność, za którą nie potrafi nadążyć ludzkie oko.
****** Rukongai - (流魂街, Miasto Wędrujących Dusz) największa i najbardziej zaludniona część Soul Society. Miejsce przebywania zwykłych dusz.

Shunpo - 


sobota, 17 sierpnia 2013

Czego słucha Neverli?

No cóż, Neverli słucha różnej muzyki poczynając od rocku i kończąc na klasyku. Moje umiłowania muzyczne są bardzo szerokie. 

Zespoły, piosenkarze, czyli jacy? 

Na pierwszym miejscu spoczywa 30 seconds to mars, którzy mnie fascynują. Marsi mają takie cudowne utwory, że gdy je słyszę jestem potwornie spokojna, a więc jeżeli mi odwali puść mi Marsów i będzie okey ^^


Na podium wraz z 30STM stoi Linkin Park. Kocham ich każdą piosenkę, a największe umiłowanie dzierżę do utworu "Iridescent", którą wielbię przez Transformers 3. Przy Linkinach może mi odwalić jeśli są utwory typu "New Divide".



Później, trochę niżej stoi Imagine Dragons wraz z moim ukochanym kawałkiem "Radioactive" zresztą ich muzyka mnie po prostu rozwala od środka. Ich głos jest przepiękny ^^


Następny w kolejce jest Nicelback z moją ukochaną piosenką "Lullaby", aż łezka w oku się kręci


Coldplay, który zachwycił mnie utworem "Paradise"



Dalej spoczywa Birdy, która jest na równi z Imany, wspaniałe i piękne :*


Birdy














Imany














I oczywiście nawet openingi, czy to z Bleach, czy Death Note mają swoje miejsce. Wszystkie openingi z tych dwóch anime są na równi, kocham je :**


I to na tyle :)

Reszta postaci ^^

To są informacje dla osób nierozeznanych w postaciach z Bleach ^^
Piszę tylko o osobowości i wszystko biorę z Bleach Wiki!

Urahara Kisuke

Kisuke jest mężczyzną w średnim wieku. Zazwyczaj miły, spontaniczny, wesoły i dowcipny. Jest w tym samym wieku co Kūkaku Shiba. W walkach zwykle trzyma się na uboczu, wtrąca się jedynie, gdy sytuacja tego wymaga, przeważnie walcząc z niemal dziecinną łatwością - tylko raz zaskoczył go Wonderweiss Margela.
Charakter Urahary trudno opisać; przez większość czasu jest niepoważny, odrobinę dziecinny. Bardzo często żartuje, przeważnie z biednego Ichigo Kurosakiego, jednak gdy sytuacja tego wymaga, drastycznie zmienia się - miejsce wiecznie śmiejącego się człowieka zajmuje poważny osobnik, mocno związany ze światem Shinigami i głęboko tkwiący w jego intrygach. Gdy bierze sprawy w swoje ręce, od Kisuke bije nieokreślona aura, która nie pozwala nikomu go lekceważyć. Jest także nieustępliwy w dążeniu do celu, co pokazuje dając Rukii Kuchiki Gigai z Hōgyoku, wiedząc że w ten sposób je ukryje, ale Rukia stanie się przez to zwykłą duszą.
Tessai
Tessai jest cichym, bardzo spokojnym, trzeźwo myślącym człowiekiem, który spełnia rolę "źródła dyscypliny" dla Jinty (za jego złośliwe zachowanie). Jest bardzo lojalny wobec Urahary i starannie dba o jego sklep. Gdy Kisuke kichnął, Tessai natychmiast wyszukał leki na przeziębienie (z powodu których Urahara nabawił się biegunki).[1] Tessai jest bardzo uprzejmy. W rozmowie zawsze używa bardzo formalnego tytułu dono, bez względu na to do kogo się zwraca. Jako jeden z nielicznych lubi też potrawy przyrządzane przez Orihime Inoue.



Ururu 

 

Ururu jest bardzo nieśmiała i cicha. Jinta często wykorzystuje jej łagodny charakter i zrzuca na nią robotę w Sklepie Urahary. Ururu jest posłuszna i na ogół miła (wyjątkiem jest Renji, którego uważa, tak jak reszta pracowników sklepu, za darmozjada). Nie wydaje się, aby walka sprawiała jej przyjemność, jednak kiedy, trzeba potrafi stawić czoła przeciwnikom. Jest wycofana i stara się nie wchodzić nikomu w drogę.






Jinta 

Lubi dokuczać innym i jest złośliwy, ale Ururu przyznaje, że tak naprawdę ma dobre serce.










Renji Abarai 

Abarai jest bardzo dynamiczny, pewny siebie, czasami zarozumiały, szczery do bólu, nie boi się wyzwań. Jest zawsze gotowy do walki i śmierci za to w co wierzy, a kiedy przegrywa popada w depresję. Nie waha się zranić, a nawet zabić tych, którzy staną mu na drodze. Pod wieloma względami jest podobny do Ichigo, jak stwierdził Yasutora Sado.[1] Nie lubi ostrego jedzenia, ale lubi taiyaki (popularna ryba w kształcie naleśnika, często wypełniona pastą ze słodkiej fasoli).[2] Od kiedy pierwszy raz spotkał Byakuyę Kuchiki postanowił mu dorównać i go pokonać. Jest honorowy, co udowadnia odmawiając dobicia pokonanejJackie, kiedy stwierdza, że uratowanie kosztem jej życia swojego własnego uczyniłoby go (w jego własnych oczach) śmieciem niegodnym przeżycia. Renji kupuje okulary w znanym sklepie w Seireitei - Gin Tonbo, które są bardzo drogie i za każdym razem, gdy je nosi, niszczy je.

Byakuya Kuchiki 

Jako 28. głowa rodziny Kuchiki, Byakuya postępuje w arystokratyczny sposób - wydaje się zazwyczaj spokojny i apatyczny w stosunku do innych ludzi, nawet kiedy było to naprawdę sprzeczne. W czasie walki również zachowuje zimną krew. Działa obojętnie, a czasami nawet arogancko, tak, że postrzega przeciwnika jako niegodnego. Łatwo się obraża, kiedy ktoś nieprawidłowo użyje jego imienia. Zazwyczaj traktuje Ichigo w pogardliwy sposób i zwraca się do niego po nazwisku. Byakuya jest spostrzegawczy i w pełni świadomy granic swoich możliwości, jednak jak zauważył jego dziadek, jako młody chłopak był bardzo impulsywny i skory do gniewu.
Mocno wierzy w prawo i sprawiedliwość. Jako głowa szlacheckiej rodziny i kapitan Gotei 13 ciężko pracuje dla pokoju w społeczeństwie. Uważa, że trzeba ukarać wszystkie osoby nieprzestrzegające prawa, nawet jeśli jest to sprzeczne z wolą najbliższych. Uważa, że część obowiązków kapitana powinien wykonywać wicekapitan.[9]Pomimo chłodnego nastawienia i stanowczych reguł, dba o to co jest dla niego ważne. Po wydarzeniach z Aizenem, stwierdził, że prawo nie jest takie ważne i stał się bardziej wyrozumiały dla Rukii. Rzadko przejmuje się sobą, co można było dostrzec po walce z 7. Espadą, kiedy to kazał Rukii leżeć i wypoczywać, a nie żeby przejmowała się jego ranami.
Byakuya jest popularny wśród kobiet w Soul Society i został uznany za kandydata numer jeden w "kapitan, którego album fotograficzny chcemy wydać", ankiecie zorganizowanej przezStowarzyszenie Kobiet Shinigami. Lubi japońskie wiśniowe kwiaty, nocne spacery, pikantne jedzenie oraz banany, ale nie lubi słodyczy. Byakuya wyróżnia się w kaligrafii.[3]

Zaraki Kenpachi
Ode mnie: Zaraki i jego uczucia do swojej córki, Ryunne są podobne jak do Yachiru, lecz bardziej ojcowskie ^^
Mimo, że jest znany jako gwałtowny wojownik, działania Kenpachiego wydają się dążyć ku najlepszemu. Ma bardzo słabe poczucie kierunku, dlatego czasami prosi Yachiru o zlokalizowanie kogoś (mimo, że jej orientacja w terenie jest równie słaba). Zaraki żyje dla walki i cieszy się nią więcej niż czymkolwiek innym. Nawet czasami powstrzymuje się, mimo wielkiego wysiłku, aby bitwa trwała jak najdłużej. Twierdzi także, że śmierć i obrażenia są tylko ceną, jaką płaci się za dobre starcie. Mimo, że jego oddział jest najbardziej krwiożerczy w Gotei 13, 11. Oddział stworzył własny kodeks etyki, który różni się od zasad całego Soul Society.
Pomimo swojego zamiłowania do walki, Kenpachi także wyraża inne uczucia i emocje. Zaraki oraz jego wicekapitan, Yachiru, byli ze sobą blisko, odkąd się spotkali, a ich relacje są podobne do relacji ojca z córką (do tego włącza inne osoby do troski nad Yachiru, między innymi Ikkaku Madarame i Yumichikę Ayasegawę). 
Oprócz Yachiru, Kenpachi nadaje spory sens jego imieniu. Po swojej walce z Ichigo, Zaraki rozmawiał o bólu i o tym, że żył bez swojego imienia przez lata. Powoduje to u niego poczucie winy, że przez tyle czasu nie poznał jeszcze nazwy swojego miecza.[10] Od tamtej pory starał się poznać jego tożsamość.
Pomimo jego brutalnych skłonności w walce, Kenpachi zwykle zatrzymuje się w starciu, jeśli jego przeciwnik jest zbyt ranny, aby dalej móc walczyć, twierdząc, że nie jest zainteresowany walką "ze słabeuszami, którzy nie mogą już walczyć, ani nie jest zobowiązany do zadania śmiertelnego ciosu komuś, kto nie jest w stanie dłużej się obronić". Istnieją jednak wyjątki, gdzie bez wahania zabija swojego przeciwnika, jeśli ten odmawia zakończenia starcia, co widać podczas walki z Tōsenem i Nnoitrą.[11][12]
Przy wielu okazjach, Kenpachi wykazał się szacunkiem dla tych, którzy mogą go pokonać w walce lub zepchnąć do momentu, gdzie musi użyć swoich ostatecznych broni. Od kiedy Ichigo został tym, który pokonał go jako pierwszy (z kolei Kurosaki sądzi, że wcale z nim nie wygrał), Kenpachi ma do niego całkiem inny stosunek. Wyraża również chęć rewanżu za każdym razem, kiedy się spotykają, jednak za każdym razem zostaje odrzucony przez Ichigo, który uważa go za przyjaciela, a do tego przy każdej propozycji walki, Przedstawiciel Shinigami ucieka przed nim. Wyzywa go również na poważniejszy pojedynek, o czym świadczą jego słowa, które powiedział do Kurosakiego w sadze Bount (gdzie dał mu "błogosławieństwo", stwierdzając, że w ten sposób pomoże być silniejszym Ichigo w "planowanej walce").
Kenpachi jest również przekonany, że zabawa powinna być ważniejsza od pracy. W każdej bitwie, stara się czerpać jak najwięcej radości, na tyle, ile to możliwe. Przykładem jest sytuacja, kiedy Kenpachi wysyła swojego żołnierza piątej rangi, Yumichikę, do Świata Ludzi, aby odeprzeć ataki Bount, stwierdzając, że tylko on nie był niczym zajęty, a tak na prawdę wykonywał pracę. Sądził także, że nie wyśle Yachiru czy Ikkaku, ponieważ są zajęci, jednak okazało się, że Kusajishi jadła przekąski, a Madarame miał drzemkę. W czasie swojego wolnego czasu, Zaraki także ma swoją popołudniową drzemkę. Nie ma swojego ulubionego dania, ale szczerze nienawidzinattō.[7]
Wydaje się, że Kenpachi zaprzecza czasami swojej własnej logice w walce. Z jednej strony, kapitan chce zwiększyć swoją własną moc. Z drugiej strony ukrywa swoją prawdziwą siłę, aby cieszyć się walką tak długo, jak tylko to możliwe. Paradoksalnie, Kenpachi jest z jednej strony jedną z najbardziej skomplikowanych postaci w mandze, wykazując szereg cech osobowości: ospały, krwiożerczy, zbuntowany, empatyczny i mądry.

Madarame Ikkaku
Pod względem postawy, Ikkaku jest typowym członkiem 11. Oddziału – gwałtowny, kochający brutalne walki i gruboskórny. Zostało to zauważone m.in. przez Tetsuzaemona Ibę. Kocha walkę tak bardzo, że nigdzie nie wychodzi bez miecza, nawet drewnianego jak ma to miejsce w szkole Ichigo. Ikkaku jest bardzo skrępowany swoją łysiną do tego stopnia, że często podkreśla, że nie jest łysy, tylko dokładnie ogolony, chociaż oczywiście to nieprawda. Zastrasza każdego kto myśli inaczej.
Ikkaku wykazuje wiele cech osobowości takich jak jego kapitan, Kenpachi Zaraki, co wyjaśnia dlaczego ma dla niego tak wielki szacunek. Zarówno Kenpachi jak i Ikkaku uważają walkę za zabawę i starają się wynieść z niej jak najwięcej radości, a nawet są skłonni podjąć śmiertelne ryzyko tylko po to by przedłużyć pojedynek. Tak samo jak Zaraki ogranicza swoje umiejętności aby walczyć dłużej (w jego przypadku nie korzysta z Bankai, a po Shikai sięga w ostateczności). Gdy angażuje się w walkę z silnym przeciwnikiem, ciągle się uśmiecha i jest szczęśliwy.
Podobnie jak wszyscy członkowie 11. Oddziału, za honorową walkę uważa tylko tą toczącą się jeden na jednego. Uważają, że zwycięzcą jest osoba która przeżyje i nawet przy zagrożeniu życia chce kontynuować walkę. W walce z Arrancarem, Choe Neng Powwem Ikkaku radził sobie kiepsko, ale nie poddał się.[5][6]
Ikkaku, w przeciwieństwie do niższych rangą członków 11. Oddziału, ma także poczucie lojalności i odpowiedzialności. Jest wierny swojemu kapitanowi, pod którego dowództwem chciałby umrzeć. Nauczył się od swojego kapitana, że w walce ważne jest także szczęście i jest na tyle rozsądny, że przechowuje maść do krzepnięcia krwi w rękojeści Zanpakutō.

Yumichika Ayasegawa
 Yumichika jest narcystyczną postacią, która osądza wszystko i wszystkich na podstawie wyglądu. Niezwykle próżny oficer jest silnym Shinigami, dlatego też starał się o objęcie stanowiska żołnierza trzeciej rangi w swoim oddziale, gdyż sądził, iż numer 3 to najpiękniejsza liczba. Ranga ta została zajęta przez Ikkaku Madarame, przez co Ayasegawa wybrał żołnierza piątej rangi, stwierdzając, że w zapisie kanji piątkę piszę się podobnie jak trójkę. W nielicznych sytuacjach okazał się być miłym i opiekuńczym mężczyzną. Jest bardzo lojalny wobec swojego przyjaciela, Ikkaku, nawet do tego stopnia, by opuścić strzeżony przez siebie filar w Sztucznej Karakurze na rzecz pomocy koledze. Bardzo przejmuje się zdaniem swojego przyjaciela Madarame oraz kapitana, Kenpachiego Zarakiego, przez co ukrywa prawdziwą naturę swojego Zanpakutō z obawy, iż nie zostanie zaakceptowany. Pomimo swojego ekstrawaganckiego charakteru, Yumichika okazał się być osobą bardzo wnikliwą, która szybko jest w stanie odgadnąć metody i działania przeciwnika.[5]
Yachiru Kusajishi
Yachiru jest jak dziecko: mała, energiczna i zupełnie beztroska. Zazwyczaj przemieszcza się, siedząc na lewym ramieniu Kenpachiego. Nie ma poczucia kierunku i niezbyt obchodzą ją sprawy i obowiązki Shinigami. Najważniejsze jest dla niej aby Ken-chan (Kenpachi) miał frajdę z walki i jest wściekła, gdy ktoś mu w tym przeszkadza.[3] Uwielbia wymyślać ludziom przezwiska, np. Maki-MakiKen-chan czyŁysolek. Wydaje się, że pała sympatią do Byakuyi Kuchiki. Nazywa go Bya-kun lub Byakushi. Jest przywódczynią Stowarzyszenia Kobiet Shinigami.

To chyba na tyle, choć szukałam podobną postać do Apokalipsy, lecz niestety bez żadnych rezultatów :( 
Na pewno niedługo pojawią się następne postacie, które będą ^^

Rozdział 11

Rozdział 11, jak dla mnie jest dobry, ale nie wiem jak dla was. W końcu akcja zacznie się dziać na terenach Soul Society. 



"[...] Tak, Ichigo, ale to tylko łzy szczęścia [...]"


- Czemu to trwa tak długo? - spytał Renji.
Podniosłem na niego wzrok. Chłopak stał obok Rukii z założonymi rękoma na piersi. Oczami lustrował całe podziemne pomieszczenie, w którym parę miesięcy temu odzyskiwałem moce. To miejsce wyglądało jak skalna pustynia.
- Renji, a jak myślisz czy to jest łatwe dla Urahary? - zapytała Rukia.
Uśmiechnąłem się lekko, ale po chwili posmutniałem przypominając sobie jeszcze jedną istotną rzecz.
- To jest skomplikowane i trudne dla Urahary jak i Ryunne. Zastanówcie się przecież słyszeliście jej krzyki. Ona cierpiała - rzekłem spoglądając na dwójkę.
Kąciki ust Rukii uniosły się do góry wykrzywiając się w uśmiechu. Czarnowłosa zawsze dodawała mi odwagi, a także mówiła mi samą prawdę. Ja ratowałem ją już tyle razy z kłopotów. Byliśmy przyjaciółmi.
W tym momencie wyczułem silne, a wręcz przeogromne reiatsu, które przyprawiało mnie o zawrót głowy. Widziałem jak Rukia prawie mdleje, a Renji na ostatkach sił stał na nogach i wpatrywał się za mnie z szeroko rozwartymi oczami.
- Ichigo-kun, to prawda cierpiałam, ale to był miły ból, który mówił mi, iż będę znów tym kim kiedyś byłam. Ale...
Usłyszałem zacinający się głos Ryu.
Spojrzałem za siebie i ujrzałem ją. Była ubrana w czarne kimono, które miał każdy Shingami, a przy pasie umieszczoną katanę. Jej długie, czarne włosy układały się na ramieniu, a oczy iskrzyły się widocznym szczęściem.
- Ryu... - wyszeptałem.
Poczułem jak przytłacza mnie jej moc. To zapewne dlatego Urahara kazał jej ukryć reiatsu, gdy będziemy w Seireitei. Bo gdyby przechodziła obok jakiegokolwiek, zwykłego Shingami ten by padł z wycieńczenia.
Kisuke szepnął coś Ryunne do ucha. Ta kiwnęła głową. 
- Droga Wiązania numer dwadzieścia sześć, Wygięcie Światła - wyrecytowała. 
Nie czułem już jej reiatsu, a moje zawroty głowy minęły. Dziewczyna lekko ukłoniła się w naszą stronę i podeszła do mnie. 
Gdy stanęła u mojego boku poczułem ciepło bijące od jej ciała. Przeczesała włosy dłonią i uśmiechnęła się. Zwróciła wzrok na Renji'ego i Rukię, którzy wyglądali już normalnie. Kuchiki wyglądała na zadowoloną, a Abarai stał zamyślony.
- Ryu-chan, czy pamiętasz jak otwierało się bramę Senkai? Byłoby lepiej gdybyśmy otworzyli ją w barakach jedenastego oddziału, to będzie bezpieczniejsze - powiedział Kapelusznik. 
Shōjo zrobiła skwaszoną minę. Wyjęła z pochwy katanę. 
- Jeżeli mnie pamięć nie myli to się robi tak...
Wycelowała zanpaktou w powietrze. Połowa ostrza zanurzyła się w powietrzu tworząc zakłócenia w obrazie. Przekręciła Apokalipsą jak kluczem. Pierwsze drzwi otworzyły się szeroko, a za nimi były drugie, które także się otwarły. Ujrzałem jak zawsze to rażące oczy światło. 
Z wnętrza bramy wyleciały cztery piekielne motyle, które są potrzebne do przejścia pomiędzy światami. 
- No i jest! - krzyknęła wesoło. 
Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Renji zagwizdał zachwycony, a Rukia założyła ręce na piersi. Ja tylko poczułem zafascynowanie i podziw dla Ryu. 
- Dobrze, idźcie... jak traficie do Seireitei znajdziecie się na terenie jedenastego oddziału. Tam będziecie przynajmniej na razie bezpieczni. Przeprowadźcie z Zarakim poważną rozmowę na temat odzyskania dobrego imienia Ryunne wśród najwyższych głów. Jeżeli Kapitan Dowódca albo kto inny was wykryje, a przede wszystkim, gdy odkryją obecność Ryu-kun, mogą was wtedy uznać za Ryoka* - wytłumaczył geta-bōshi. 
Wszyscy kiwnęliśmy głowami. Na przeciw bramy stanęliśmy wszyscy obok siebie. Piekielne motyle podleciały do każdego z nas. 
Czułem jak od Ry emanuje wahanie jak i satysfakcja. Słyszałem jak dziewczyna szybko oddycha.
- Ryunne, będziemy z tobą tam gdzie jesteś niemile widziana. Pomożemy ci nawet, gdy będzie od tego zależało nasze życie. Ryu... - obiecałem jej wpatrując się w jej oblicze.
Rysy twarzy Ry stały się ostrzejsze. Shinigami rzuciła mi miłe spojrzenie, ale widziałem w jej oczach krystaliczne kropelki łez. 
- Ty płaczesz? - spytałem.
Podniosła rękę do góry i wytarła kciukiem łzy. Na chwilę na jej twarzy zawidniał uśmiech, lecz po chwili znikł. 
- Tak, Ichigo, ale to tylko łzy szczęścia - wyszeptała. 
Dziwiłem się tym, iż dziewczyna wypowiedziała moje imię bez żadnego grzecznościowego sformułowania. Przecież to ona mnie skarciła za to, że powiedziałem do niej bez przyrostka. Czyżby Ryu uznała mnie za przyjaciela? To oznaczało, że czuje do mnie zaufanie co mnie niezmiernie cieszyło. 
- To idziemy! - wykrzyknął Renji. 
I weszliśmy do bramy. 

****************

Przechodząc przez bramę Senkai czułam dziwne, łaskoczące, dobrze mi znane uczucie, które przyprawiało mnie o uśmiech. Przez całą drogę co jakiś czas spoglądałam na Ichigo. Nie wiedziałam czemu odezwałam się do niego jak do przyjaciela? Sama tego nie rozumiałam, lecz właśnie razem z nim zmierzałam do Seireitei na spotkanie z przeszłością. 
Po jakimś czasie ujrzałam wyjście. Wszyscy spojrzeliśmy po sobie i przyśpieszyliśmy kroku. 
Moje serce waliło jak młot. Tak bardzo się bałam, ale i cieszyłam. Czułam jak moja głowa pulsuje przez buzujące we mnie nerwy. To teraz miałam ujrzeć mój dawny dom. 
Postawiłam ostatni krok, który dzielił mnie od wyjścia. Moja stopa przekroczyła próg i stanęła na miękkiej, zielonej trawie. W końcu całe moje ciało znalazło się poza światłem. Piekielny motyl odleciał ode mnie. Patrzyłam za oddalającym się stworzeniem, a gdy znikł mi z oczu rozejrzałam się. 
Na niebie wisiał jarzący się światłem księżyc. 
Staliśmy na podwórku pogrążonym w mroku. Było tu parę drzew sakury, na których były różowe kwiatki. Przed nami był bardzo długi budynek z charakterystycznym, japońskim dachem jak i ścianami, które były zrobione ze specjalnego tworzywa. Drewniane filary umieszczone na werandzie podtrzymywały dach, który wystawały poza konstrukcję. 
Wiedziałam co to za miejsce. To była główna siedziba jedenastego oddziału. 
Tu często na schodkach siedział mój ojciec, który prowadził ze mną rozmowy. Obejmował mnie wtedy mocno i opowiadał swoje krwawe i zawzięte walki. Mówił o tym jak poznał moją matkę, Yukiku, która nie bała się wymierzonej w siebie katany, nie bała się śmierci, którą chciał jej dać zabójca. Wtedy mój ojciec ją uratował. Tak ona się w nim zakochała, tak zaczęła się rodzić pomiędzy nimi miłość. Pamiętam jak opowiadał o tym jak znalazł Yachiru, która była dla mnie jak siostra. 
- Intruzi! - usłyszeliśmy krzyk z baraków. 
W budynku zapaliło się światło. Drzwi otworzyły się szeroko, a zza nich wybiegli Shinigami ubrani w czarne kimona. 
Ichigo wywinął oczami zirytowany, a Renji zaśmiał się. Rukia tylko wpatrywała się w zebranych. 
Wszyscy otoczyli nas z każdej strony. Na przód wyszyły dwie znane mi twarze. Pierwszy to był Ikkaku, na którego twarzy pojawiła się powaga. Drugi zaś przy swoim kimono miał pomarańczowy kołnierz obejmujący szyję i część klatki piersiowej odsłaniającą mundur. Materiał ten był połączony luźnym sznurem biegnącym do jego długiej opaski na prawej ręce. Na prawej rzęsie i brwi miał doczepione kolorowe pióra. Czarne włosy dosięgały mu do szczęki, a jego fioletowe oczy spoglądały na nas po kolei, lecz jego wzrok zatrzymał się na mnie. 
- Skąd wyście się tu wzięli? - spytał.
Prawą ręką przeczesał swoje włosy i uśmiechnął się lekko. 
Ikkaku patrzył na mnie z szeroko rozszerzonymi oczami. 
- Ja ciebie znam! - krzyknął. - Ty ćwiczyłaś na mnie kidou!
Puściłam do niego oczko z irytacją. 
- Nie myślałam, że będziesz o tym pamiętać. Czy to było, aż tak istotne zdarzenie w twoim życiu, Madarame Ikkaku? - zapytałam. 
Uniosłam do góry prawą brew i oparłam ręce na biodrach. 
- Ona ćwiczyła na tobie kidou? - zadał pytanie skierowane do Ikkaku, czarnowłosy. 
Chłopak zaczął się zwijać ze śmiechu. Rzucił się na trawę i dalej chichotał. 
- To nie jest śmieszne! - wykrzyknął zły Madarame. 
- Ależ jest! 
Fioletowooki wskazał ręką na łysola, który przybrał mroczny wyraz twarzy. 
- Co tu się dzieje? 
Usłyszałam głos mojego ojca. Szedł w naszą stronę spoglądając na całe zebranie. Na jego ramieniu siedziała Yachiru, która chyba została wyrwana ze snu, ponieważ przecierała oczy i ziewała. 
Czarnowłosy wstał z ziemi i otrzepał się z piachu. 
- Kapitanie... - zaczął Ikkaku. 
Czułam jak się trzęsę ze strachu, a także szczęścia. Chciałam rzucić się na jego szyję i powiedzieć, że się stęskniłam. 
Ojciec spojrzał na Ichigo i uśmiechnął się szeroko. Najwyraźniej nie dostrzegł jeszcze mojej obecności. Przecisnął się przez tłum. 
- Ichigo, czyżbyś przyszedł się ze mną zmierzyć? - zapytał z nadzieją. 
Kurosaki zmieszał się, ale po chwili oprzytomniał.
- Jak na pojedynek to chyba za późno - rzekł chłopak. 
- Przyszliśmy tu w innej sprawie, Zaraki-san - wtrąciła się Rukia. 
Ojciec zwrócił na nią wzrok, a z jego twarzy znikł uśmiech. 
- A w jakiej, Kuchiki Rukio? - zapytał. 
- Chodzi o nią...
Dziewczyna wskazała na mnie. Mężczyzna odwrócił się w moją stronę i... znieruchomiał. Jego oczy prawie wyszły z orbity. 
- Ry... u... nne... - wyszeptał. 
Yachiru otworzyła zaspane oczka i spoglądając na mnie wyskoczyła w moją stronę. Dziewczynka wpadła w moje ręce i wtuliła się we mnie. 
Onē-san**! - wrzasnęła dumna. - Jak ja się za tobą stęskniłam!
Przytuliłam ją mocno do siebie i wyszeptałam jej do uszka:
- Ja za tobą także, Imōto-san***. 


**Onē-san (z szacunkiem) - starsza siostra
***Imōto-san (z szacunkiem) - młodsza siostra
*Ryoka (旅祸, Podróżujące Zło) jest terminem Gotei 13 do identyfikacji osób, które są w Soul Society niezgodnie z prawem, zarówno sojusznicy, rebelianci, intruzi, dezerterzy lub najeźdźcy. Mówi się, że nic dobrego nie może przyjść z Ryoka.
Brama Senkai - 



Piekielny Motyl -