Opowieść o tematyce Bleach. Nazwa historii - "Fabula Ryunne"
środa, 28 marca 2018
A co my tu mamy...
wtorek, 7 kwietnia 2015
Poprawki i tak dalej...
czwartek, 19 czerwca 2014
Część 2 - Prolog
Niebo wiszące nad Karakurą powoli z błękitu przeobrażało się w lazur. Chmury przypominające watę cukrową, płynęły po nieboskłonie. Możliwe, iż gdzieś tam w górze walczyli Shinigami.
I tak też było.
Ryunne wraz z Ichigo wychodząc z Bramy Senkai postanowili pójść powalczyć między sobą. To było nieco dziwne, aby dwie będące blisko siebie osoby zechciały stoczyć ze sobą pojedynek.
Ja przyglądałam im się z dołu, siedząc na dachu opuszczonego wieżowca.
Kurosaki wymierzał Kenpachi szybkie ruchy Zangetsu. Przecinał powietrze i skakał w górę. Było widać, że dziewczyna wyszła z wprawy, ale jakoś udawało jej się bronić. Odskoczyła do góry i zrobiła ruch, którego ani ja ani jej przeciwnik się nie spodziewaliśmy. Spadła na chłopaka z gradem silnych uderzeń zwalających rudowłosego na kolana.
Spojrzała się na niego triumufująco z góry i przykucnęła przy nim zakrywając jego twarz swoimi włosami.
Oboje wybuchli śmiechem, a Ichigo pociągnął zwyciężczynię na siebie przytulając do swego ciała jej małą istotkę.
Prychnęłam pod nosem i odwróciłam spojrzenie.
Miłość - obrzydliwe uczucie. Nienawidzę patrzeć na ludzi obdarzających się tą emocją. Miłość to jest coś tak dziwnego jak jedzenie robali, jeśli mogę to tak porównać. Istota ludzka powinna być równie samotna jak ja. Ale każdy ziemianin pragnie miłości.
Ichigo nie zasługiwał na moją przyjaciółkę, o nie.
Usłyszałam ruch za sobą i gwałtownie się odwróciłam.
- Witaj Neverli.
Wytrzeszczyłam oczy widząc mojego tak zwanego pana, który panował w Hueco Mundo. To on uzależnił mnie od swojej herbatki. Czasami za jego plecami z Arrancar'ami nazywamy go Herbacianym Królem, na szczęście nie miał okazji dowiedzieć się o swoim pseudonimie. Jeszcze. Jeszcze to dobre słowo.
Przełknęłam ślinę i pozwoliłam wypęznąć na moją twarz przebiegłemu, ale fałszywemu uśmieszkowi. Podparłam ręce na bokach i pochyliłam się do przodu w geście ukłonu.
- Aizen.
środa, 21 maja 2014
Blog :3
Hej, hej :)
Sorry, że ostatnio nie piszę, ale rozdział 22 mam już w przygotowaniu ^^
A tak poza tym nie po to piszę ten post, chodzi o...
Nowego bloga o 30STM, a czemu akurat o nich? No cóż... powiedzmy tak - od jakiegoś czasu jestem Echelon i nie potrafię żyć bez tej muzyki, bez patrzenia na Jared'a i pisania o nim, dlatego założyłam ten blog i zaczęłam pisać :3
this-is-love-30stm.blogspot.com
piątek, 2 maja 2014
Rozdział 21
Wszyscy mieli zdziwione twarze, tylko Kapitan Głównodowodzący wyglądał tak jak zawsze. Tej istoty nic nie zmieni - nawet najgorsze wydarzenie. Za to nigdy w życiu nie ceniłam Yamamoto, zresztą nigdy go nie ceniłam, był dla mnie tylko i wyłącznie osobą stojącą o wiele wyżej niż wszyscy, choć i tak nieco niżej niż Centrala 46. Co najlepsze od czasu, gdy miałam świadomość tego kim jestem, w Seireitei zmieniło się tak wiele, lecz on pozostał na tym samym miejscu.
Neverli?, pomyślałam. To niemożliwe aby to była ta sama delikatna istotka, która razem ze mną w tym samym czasie skończyła akademię. Jej także nauka zajęła tylko rok. Obie stałyśmy na równi, lecz po skończeniu nauki ja stałam się silniejsza, a zaś Nev staczała się powoli, nie podnosiła swojej mocy, chociaż... teraz coś w jej reiatsu było tak potężne, że gdyby nie to, iż także jestem potężna - straciłabym moc aby oddychać. Czy to możliwe aby Never, aż tak się zmieniła?
- Ryu - wyszeptał Ichigo.
Chłopak przysunął się do mnie i stanął tak, by mój wzrok nie padał w miejsce, gdzie ówcześnie stała sylwetka Juushiro. Ja i tak podniosłam głowę nieco wyżej tak by ujrzeć cokolwiek - bez skutków - jestem za niska, stwierdziłam w głowie.
To wszystko wyglądało dziwnie, a także miałam trochę wątpliwości co do tego co oznajmił Genryusai, lecz nie miałam dowodów na jego kłamstwo. Coś w głębi krzyczało we mnie słowa Neverli sprzed roku, gdy po raz ostatni dano mi ujrzeć na wolności - Seireitei i niebo wiszące nade mną.
"Neverli stała nieopodal mnie, przyparta do muru z podbródkiem uniesionym ku górze i oczami błądzącymi po błękicie nieba. Jej twarz była wyraźnie obojętna, lecz w oczach dostrzegałam tą dzikość, która była obecna za każdym razem, gdy ją spotykałam. Ręce miała skrzyżowane na piersi, a usta wygięła w gorzki uśmiech.
Dostrzegła mnie, pomyślałam. Zawsze, gdy orientowała się, iż ktoś ją obserwuje robiła taką minę. Był to wyuczony już przez nią gest.
Jej oczy powoli i drapieżnie wędrowały ku mojej sylwetce. Znałam te oczy tak długo, że mogłam z nich wyczytać wszystko, ale nie dzisiaj, dziś było w nich wiele iskier dotąd mi nieznanych - groźnych i niepodatnych na moje słowa.
- Neverli - rzekłam cicho. - co tu robisz?
- Przyszłam się pożegnać i...
Nie dałam jej dokończyć, ponieważ podbiegłam do niej i przytuliłam ją mocno. Nev była moją najlepszą przyjaciółką. Znałyśmy się tak dobrze, iż mogłam powiedzieć o niej wszystko. Po prostu.
- Czemu odchodzisz? - spytałam.
Dziewczyna spięła się, ale po jakiejś sekundzie rozluźniła i otuliła mnie ramieniem.
- Ryunne, to nie jest normalne co się dzieje w Soul Society, a dzieje się źle i to... że chcą cię usunąć sobie z drogi, bo masz za dużą moc - co to za banalne wytłumaczenie? Nie wybaczę im tego, rozumiesz? To nie fair, ale... nie chciałam o tym z tobą porozmawiać. Teraz jest ważniejsza sprawa.
Odsunęła mnie od siebie i spojrzała mi prosto w oczy. Przytrzymała moje ramiona - mocno i kurczowo.
- O co chodzi, Never? - dopytywałam prawie szeptem.
- Ryu, jeżeli kiedykolwiek uda ci się powrócić do Soul Society pamiętaj, że jeśli będziesz potrzebować pomocy zawsze, gdzieś będę w pobliżu. Zawsze pomogę najlepszej przyjaciółce, zawsze, rozumiesz? I mam taką nadzieję, iż jakoś wykombinujesz powrót, choć nie będziesz o tym wszystkim pamiętać - puściła moje ramiona i wyprostowała się zakładając ręce na boki. Uśmiechnęła się szeroko. - jesteś tak bystra jak ja, może nawet bardziej. Jesteś silniejsza ode mnie - i to jest prawdą. Możesz zdziałać jeszcze wiele, dlatego ufam ci bezgranicznie. To jak jesteśmy związane tu będzie oznaczać związanie tam - wskazała dłonią na Bramę Senkai. - Ta przyjaźń to wieczność Ryunne"
Obraz pojawiał się przed moimi oczami tak wiele razy, że nie mogłam wytrzymać i zatoczyłam się do tyłu. Neverli, to ta Neverli, która zawsze była tą osobą, która w każdej sytuacji wyciągała pomocną dłoń. Zawsze pojawiała się znikąd. Czasami stawała się niewidzialna - w oczach obserwatorów. Nikt nie dostrzegał w niej szczerej nienawiści do Soul Society, aż do wtedy, gdy postanowiła odejść. Zdradziła nasze szeregi, lecz nie wstąpiła do żadnego z naszych wrogów, stała się po prostu kolejnym oddzielnym rozdziałem nieprzynależącym do ówczesnych przeciwników tego świata. Ukazała, że mają kolejną przeszkodę do usunięcia.
- Ryunne...
Usłyszałam głos Ichigo tuż przy uchu i zorientowałam się, iż zamiast upaść na podłogę spoczywałam w jego ramionach.
Odwróciłam leciutko głowę w jego stronę i rozluźniłam się widząc te brązowe, przerażone oczy, w których można było dostrzec także spokój.
- Ichigo... ja...
Nie mogłam wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku, ponieważ za posturą chłopaka pojawił się mój ojciec ze złym wyrazem twarzy.
Słyszałam jak na korytarzu ktoś biegnie, a potem wpada do pomieszczenia wyhamowując gwałtownie. Spojrzałam tam i dostrzegłam Renji'ego oraz Ruki'ę wpatrzonych w Kapitana Głównodowodzącego. Sam Genryusai rzucił im tylko przelotne spojrzenie.
- Ryunne Kenpachi, odroczę wyrok, ale - zatrzymał się na chwilę spoglądając spod przymróżonych oczu na mojego ojca. - przez najbliższy rok twoje miejsce będzie w Świecie Ludzi, w Karakurze. Razem z Kuchiki Ruki'ą i Kurosaki Ichigo będziesz utrzymywać tam porządek. Oczywiście masz zezwolenie na przebywanie w Soul Society, ale pod jednym warunkiem...
- Że nigdy nie użyję swej mocy na terenach Soul Society oraz Świata Ludzi - dokończyłam spuszczając wzrok na ziemię i splatając dłonie.
- Masz zezwolenie tylko i wyłącznie na shikai chyba, że... będziemy w krytycznej sytuacji i będzie potrzebny każdy kto ma ogromną moc - oznajmił.
Uśmiechnęłam się lekko i podniosłam głowę do góry. Wykrzywiłam usta gorzko i lekko zaśmiałam się.
- To i tak lepsze niż życie w niepewności, że kiedyś odzyskasz to co miałeś, teraz przynajmniej wiem, iż mogę bez żadnego lęku kroczyć po tym świecie. Teraz tak na prawdę odzyskałam wszystko co oczekiwałam. Odzyskałam wolność i dziękuję za to nie tobie Kapitanie Głównodowodzący, lecz mojej małej przyjaciółce Neverli. To dzięki niej przekonałeś się do tego, choć nadal masz wątpliwości co do swojego wyboru.
Mężczyzna odwrócił się na pięcie i bez żadnego słowa wyszedł z pokoju omijając Ruki'ę oraz Renji'ego, którzy ze zdziwieniem w oczach przyglądali się całemu zdarzeniu.
- Teraz czeka nas tylko oficjalne pozwolenie na powrót - orzekła Unohana.
Odwróciłam głowę w jej stronę.
- Nie wiem po co wędrowałam po kapitanach - mogłam wezwać Neverli i poprosić ją o zagranie takiej sceny.
Pani kapitan zrobiła oszołomioną minę.
- Wtedy to wszystko byłoby oparte na kłamstwie - powiedziała.
- Tylko żartowałam... - rzekłam pod nosem.
Tylko żartowałam. Nie posunęłabym się do takiego czynu. To wszystko byłoby fałszerstwem. Byłabym nieuczciwa wobec wszystkich. Takie coś nie dałoby mi życia w spokoju. Moje sumienie krzyczałoby nadmiernie w moim umyśle. Nie chciałabym tego.
Czułam się jak ptak wznoszący się na skrzydłach z powietrza. Jak woda brnąca korytem rzeki. Jak księżniczka na wieży, która spotkała księcia na białym koniu. To uczucie nie równało się z niczym. Było delikatne, ale zarazem mocne.
Trwaliśmy tak do momentu, gdy jeden z Shinigami nadzorujących powrót do Świata Ludzi odchrząknął zwracając naszą uwagę.
Oboje sapiąc z pożądania odwróciliśmy się w jego stronę. Był to jeden z tych typowych, słabych Shinigami bez przyszłości i choć szansy uzyskania Bankai.
Zdenerwowany i cały spocony drżącą dłonią przejechał po krótko ściętych włosach. Najwyraźniej był bardzo słaby, że w naszym otoczeniu już popadał w kakofonię bólu i cierpienia przez naszą niekontrolowaną moc ulatniającą się z nas. To prawda. W momencie pocałunku wypuszczaliśmy moc, nie kontrolowaliśmy jej. Dlatego też po krótkim spojrzeniu na zebranych zgadłam, że większość z nich była zdenerwowana i zachowywała się jak ten chłopak.
- Hmm... Kurosaki-kun będę musiał wpadać do Karakury co jakiś czas aby sprawdzić, czy na pewno nie zrobiłeś krzywdy mojej córce.
Na dźwięk głosu mojego ojca spojrzeliśmy w bok by go ujrzeć. Wyglądał tak jak zawsze, a na twarzy widniał szeroki uśmiech.
- Hah, wiesz mam nadal nadzieję na jakąś małą bitwę! - wykrzyknął zuchwale.
Ichigo zaśmiał się pod nosem.
- Chyba nawet wiem kto wygra, Zaraki! - powiedział unosząc nieco głos.
Ojciec ruszył w naszą stronę i stojąc już na przeciwko nas ułożył rękę na ramieniu Kurosaki'ego. Zrobił kamienną minę i wypowiedział słowa, o których nie mogłabym się spodziewać po nim.
- Opiekuj się moją córką, Ichigo-kun - wyszeptał. - i dbaj o nią na czas póki nie wróci pod moją opiekę.
- I tak też uczynię Kenpachi! - obiecał.
Zwróciłam oczy w stronę Zastępczego Shinigami, który wpatrywał się w mojego ojca z wielkim zainteresowaniem i zdziwieniem.
- Oto-san! Będę tęsknić! - powiedziałam.
Rzuciłam się na tatę wtulając się w muskularny tors. Oplótł mnie ramionami i pogłaskał po głowie.
- Na szczęście mogę do ciebie w każdym wolnym czasie przyjść, a teraz moi drodzy - Brama Senkai stoi otworem!
Spojrzałam na ojca ostatni raz z uśmiechem na twarzy i pogodnym wyrazem twarzy, i zapamiętując wszelki szczegół, chwytając rękę Ichigo weszliśmy w światłość.
- Teraz jeszcze trochę i mogę wrócić na zawsze - szepnęłam przekazując tą wiadomość tylko dla siebie.
niedziela, 13 kwietnia 2014
Wiadomość i link xD
niedziela, 22 grudnia 2013
ZAWIESZAM BLOGA!
Tak jak w tytule, zawieszam bloga na czas nieokreślony, ponieważ moja wena sięgnęła zenitu i nic z niej na tą chwilę nie wycisnę, ale gwarantuję powrót na początek 2014 :33
A teraz życzę wam Wesołych Świąt, dużo wymarzonych prezentów oraz ciepłej rodzinnej atmosfery oraz Szczęśliwego Nowego Roku, który przyniesie wam wiele nowych możliwości i wydarzeń :)
Całuski :**
wtorek, 29 października 2013
Neverli Jūshirō
Neverli jest oficjalnie moją postacią, więc proszę o niekopiowanie jej do innych opowiadań :)
Wiem, iż Never jest "dziwadłem", lecz już takie prawo natury, że taka powstała w naszych oczach, a także ta historia, czyli C'est la vie mon ami jest parodią wielu uwielbianych przez nas anime :P

Neverli nosi standardowy czarny strój schinigami ( po naszemu czarny szlafrok) u boku ma przepasany Zanpaktou. Jak przystało na Polaka nosi skarpety z sandałami. Kiedy jest w sztucznym ciele ( gigai ) ubiera się w czerwoną bluzkę na ramiączka i czarne krótkie spodenki oraz jak na dzisiejszą młodzież przystało ma czerwone, krótkie converse. Jej oczy są koloru czarnego, z resztą tak samo jak jej włosy na głowie. Fryzurę skopiowała od Rukii ( Bleach ) , ale twierdzi, że było na odwrót i tak rozpoczęła się wojna między nimi. Jej ulubionym zajęciem jest wybijanie własnej rasy oraz brudzenie krwią ( nie koniecznie swoją )samochodu Misy. Jej marzeniem jest poznanie Sebastiana Michaelis, jej duchowego mentora. Po godzinach lubi knuć przeciwko znajomym z Herbacianym Królem (Aizen'em), jak twierdzi to ją odpręża. Prawdopodobne jest to, iż Aizen uzależniła ją od siebie. Musi mu pomagać, gdyż nie dostanie swojej herbaty, od której się uzależniła. Nie wiadomo co on dodaje do tej herbaty dosypuje, jednak ta wersja tłumaczyłaby jego psychozę (myśli, że jest Supermenem), która może być spowodowana nadmiernym użyciem środków odurzających.Rozdział 20
A i pojawia się postać z:
C'est la vie mon ami
bloga, którego prowadzę z koleżankami :)
A teraz rozdział 20
""Oficjalna morderczyni Shinigami"?"
Apokalipsa ówcześnie zniknęła, zapewne zaszyła się w swojej mistrzyni i wyczekiwała przyszłych zdarzeń.
Ja nadal klęczałem na podłodze i spoglądałem z dołu na dziewczynę. Moje oczy rozszerzyły się mimowolnie powoli rozumiejąc jej słowa.
Osunęła się na kolana i zakryła dłońmi swoją bladą twarz. Słyszałem jak mówi coś pod nosem i przełyka ślinę. Przytuliłem ją do siebie. Poczułem jak jej ciało zesztywniało na mój ruch, lecz po chwili rozluźniła się i wtuliła w moje ramię. Od włosów Ryu pachniało krwią. Typowy metaliczny zapach wciągały moje nozdrza. Tak dobrze znałem to uczucie, gdy byłem poturbowany przez przeciwnika, pokaleczony, krwawiący, z bólem w sercu, ale także chęcią walki. Walka to coś co dawało mi świadomość tego, iż bronię tych, których kocham, a także swoich przyjaciół.
Zderzenie dwóch innych miecz oznaczało bitwę o coś większego niż tylko władzę, ono było ochroną życia tych wszystkich ważnych ludzi w moim życiu. W moim zadaniu leży walka o spokój w Karakurze.
- Ryu - szepnąłem.
Dziewczyna odkręciła głowę w moją stronę.
Jej oczy były przeszklone i takie smutne, że aż ścisnęło mnie za gardło. Sam poczułem tą doskwierającą rozpacz.
Przymknąłem lekko powieki i uśmiechnąłem się lekko aby ona poczuła się doceniana. Przez taki gest na każdego twarzy pojawiłby się ten wesoły wyraz.
Ryunne wtuliła się w moje kimono i przyciągnęła mnie do siebie. Jej łzy wsiąkały w materiał na wylot.
- Ichigo, proszę zrób coś - wyszeptała.
Raptem dziewczyna została wyrwana od moich objęć i znalazła się przy ścianie. Przerażenie malowało się na jej twarzy, a powieki miała rozszerzone do maximum. Spojrzenie utkwione w sylwetce Kapitana Głównodowodzącego, który spoglądał na nią jak w każdej innej sytuacji na wszystkich innych.
- Czemu zrobiłeś to?! - wrzasnąłem.
Zerwałem się na równe nogi i miałem ochotę zaatakować Genryusaia, lecz gdybym tak zrobił zniszczyłbym zaufanie innych do mnie.
Yamamoto rzucił mi przelotne spojrzenie i musnął dłonią rękojeść katany. Nie wiedziałem co zamierza, lecz to co zrobił Ryunne nie równało się z niczym gorszym. Czy oni oboje mają do siebie żal? Za to wszystko co się stało? To nie była niczyja wina. Ani jej, ani jego. On musiał ją wygnać po to aby Centrala 46 nie zabiła jej, bo to jej groziło.
- Musiałem, Kurosaki Ichigo. To nie jest osoba, której warto ufać - wytłumaczył Genryusai z posępną miną.
- Słucham? - spytałem razem z Unohan'ą.
Zwróciłem wzrok na kapitan czwartego oddziału, która stała jakby gotowa do ataku. Widziałem w jej zawsze spokojnych oczach oburzenie.
Gotowałem się w środku. Moja skóra mrowiała, a ciało drgało nadmiernie.
- Kenpachi Ryunne, jest osobą, która nie powinna tu przebywać, powinna zginąć już dawno - rzekł "zadowolony" z siebie Genryusai.
Serce w mojej piersi zabiło cztery razy szybciej, tak niespokojnie i burzliwie. Miałem tak wielką ochotę wykrzyczeć w jego twarz tyle obrzydliwych słów, lecz nie zrobiłem tego, bo... ujrzałem nieznany mi cień pod drzwiami. Poruszał się szybko i zwinnie niczym wąż, aż wyłoniła się tuż obok Ryu postać z ciemnymi krótkimi włosami. Klęczała przed dziewczyną i dotykała jej kolana.
Ryunne spoglądała na nią szeroko rozwartymi oczami.
- Widzę, iż nasz drogi Kapitan Głównodowodzący dobrze się bawi... - oznajmiła ostrym głosem.
Przesunęła głowę w bok i spojrzała na nas. Jej czarne niczym popiół oczy były tak łudząco podobne do koloru Ryunne, że gdyby nie jasność umysłu, padłbym na kolana. To było dziwne - jej wzrok był tak magnetyzujący, iż nie mogłem oderwać spojrzenia od tej małej i dzikiej istoty, od której wyczuwałem wielką nienawiść.
- Kimże jesteś? - zapytał Yamamoto.
Shinigami zaśmiała się i powstała. Miała na sobie takie kimono jak prawie każdy członek jakiegokolwiek Oddziału. Nie wiem czemu, ale jej włosy były przeraźliwie podobne do takich jak ma Rukia, nawet była niska tak jak ona!
- Ja? - wskazała na siebie kpiąco palcem, a na jej twarzy zawitał chytry uśmieszek. - Jūshirō Neverli, "oficjalna morderczyni Shinigami".
Jūshirō?, pomyślałem. Jak to Jūshirō?
Czyżby Ukitake miał córkę? I to morderczynię Shinigami?
To jest dziwne spoglądać na dziewczynę, która najprawdopodobniej jest spokrewniona z tym jakże najmilszym członkiem Gotei 13, a gada jak pokręcona.
- "Oficjalna morderczyni Shinigami"? - wydukałem zszokowany powtarzając jej słowa.
Zwróciła na mnie swe czarne oczy i zaśmiała się cicho. Dojrzałem jak za jej plecami podnosi się z ziemi Ryu ze skwaszonym wyrazem twarzy, lecz nie spoglądała na intruza z jakimś obrzydzeniem, lecz.... z szacunkiem. Czyżby one się znały?
- Tak, Kurosaki Ichigo - odpowiedział za nią Genryusai. - Neverli zabija Shinigami po to aby "zaprowadzić spokój na tym świecie" jak to oznajmiła w dniu zabicia pierwszych swoich ofiar. Jej zdaniem, Shinigami nie pomagają, lecz zatrzymują cały proces. Oni tylko wszystko niszczą, my wszystko niszczymy.
To co powiedział Staruszek zszokowało mnie. Była to dziewczyna, która miała własny światopogląd, w moim mniemaniu niezbyt inteligentny i oryginalny. W Świecie Ludzi nie takie rzeczy się zdarzały.
- Ojej, czyżby Seireitei obawiało się jednej, kruchej i takiej małej istotki jak ja? - zapytała kpiąco i prychnęła. - proponuję znieść c a ł k o w i c i e wyrok na Ryunne, ponieważ gdy tego nie poczniesz mogę odnaleźć w niej swego sojusznika, więc - działaj, Staruszku...
I znikła.
wtorek, 8 października 2013
Yamamoto, Isane, Unohana xD
Rozdział 19
Ścisnąłem mocniej Ryu i przycisnąłem ją do piersi. Czułem jak robi się raz gorąca, raz zimna. To co się z nią działo było nienormalne. Jej temperatura momentalnie się zmieniała, skakała to w górę to w dół. Spojrzałem na porucznik tegoż oddziału.
Kotetsu Isane była bardzo wysoka, jak słyszałem była najwyższą kobietą w Soul Society. Jej krótkie, srebne włosy były ułożone tak jak zawsze, a miała na sobie tradycyjne, czarne kimono.
Wyraz twarzy Kotetsu wyrażał zdziwienie i niepokój, gdy jej oczy ujrzały drobną istotę w moich ramionach.
- Isane, zaprowadź mnie prędko do kapitan Unohany - rzekłem w jej stronę.
Dziewczyna kiwnęła głową i otworzyła drzwi tak abym wszedł pierwszy do środka i tak postąpiłem. Później wkroczyła ona i ruszyła przed siebie nakazując tym gestem podążać za nią.
***
Położyłem Ryu na jednym z łóżek w pomieszczeniu, gdzie było ich około dwudziestu, a na nielicznych leżeli Shinigami. Przed wejściem do tego miejsca spotkałem Hanatarou, który widząc mnie był uradowany, lecz spoglądając na córkę Kenpachi'ego zmieszał się i prędko odszedł. Teraz zorientowałem się, że ujrzał jej puste oczy, które były potwornie przekrwione.
Kotetsu powiadomiła mnie, że idzie wezwać kapitan Unohan'ę i wyszła z tego pokoju pachnącego ziołami.
Ja usiadłem na krześle stojącym tuż przy miejscu, gdzie spoczywała Ryunne i westchnąłem. Zamknąłem oczy i zamyśliłem się.
Ryu co to było? Czemu ciągle coś jest nie tak? Czy to przeze mnie? Czy to wszystko moja wina? Ryunne, Ryunn, czarnowłosa córko Zaraki'ego, co się dzieje?
Usłyszałem szloch dobiegający jakby z mojego umysłu. Szloch, który wywoływał u mnie ciarki. Czułem jak włoski stają mi dęba. Rozszerzyłem powieki i zobaczyłem jak Ry zwija się z bólu. Włosy miała mokre, a oczy zamknięte. Usta wyginały się w grymasie. Zagryzała wargę zębami tak mocno, aż zraniła swoje usta.
Prędko uklęknąłem przy tapczanie i przytuliłem ją najdelikatniej jak potrafiłem. Była taka mokra, mokra od zimnego potu. Teraz była cała lodowata, a puls, który czułem tuż pod brodą zanikał. Stawał się coraz rzadszy.
Jeden,
dwa,
trzy,
cztery,
pięć,
sześć
Sześć odbić na minutę?! - wrzasnąłem w umyśle. Przecież ona umiera! To nie jest możliwe! To nie może być tak!
I w tym momencie usłyszałem trzask drzwi i kroki.
- Ichigo-kun, odsuń się i daj mi się przyjrzeć kobiecie - powiedziała delikatnym głosem Unohana.
Odsunąłem się jak najbardziej ostrożnie od Ryu i poczułem, że jestem mokry... od łez, zadźwięczały mi w głowie te słowa. Tak, od łez. Wytarłem wierzchem dłoni ciecz i spojrzałem na kapitan czwartego oddziału, która stała niczym posąg przyglądając się postaci spoczywającej na leżance.
- To jest... - wyszeptała dotykając ręki Ryu.
- Ryunne Kenpachi, Unohano - wtrąciłem się.
Kobieta zwróciła wzrok na mnie.
Niebieskimi oczami lustrowała mnie na wskroś. Czarne, długie włosy jak zawsze miała splecione na piersi w warkocz. Ubrana w kapitańskie haori, a także obi. Obok niej stała Isane z kataną kapitan w dłoniach.
- Kurosaki Ichigo, wiem to. Znałam tą dziewczynę bardziej niż ci się zdaje. Była dla mnie kimś na prawdę ważnym, a teraz jest w takim stanie... - orzekła półgłosem i przymknęła oczy.
- Czy ona... - chciałem o coś zapytać, ale ona mi przeszkodziła.
- Nie martw się, wyjdzie z tego... to tylko coś w rodzaju ataku, już kiedyś miewałam to u niej i szybko wracała do dawnej wesołej Ryunne. Później mi także wytłumaczycie jak tu się znalazła. Nie powinno jej tu być, a teraz proszę cię, wyjdź stąd... muszę się skupić.
Zrezygnowany, ze łzami gromadzącymi się w oczach wyszedłem z pomieszczenia trzaskając za sobą drzwiami. Zamiast stanąć tuż obok nich wybiegłem na podwórko aby odetchnąć świeżym powietrzem. Byłem już przy wyjściu szarpnąłem nimi, ale gdy ujrzałem kto stał za nimi znieruchomiałem.
Genryusai Yamamoto, Kapitan Głównodowodzący, sprawca wygnania Ryu.
Moje źrenice rozszerzyły się, a w moim sercu pojawił się gryzący niepokój.
Staruszek odwrócił się w moją stronę, ponieważ wcześniej stał do mnie tyłem.
Mężczyzna, stary mężczyzna spoglądał na mnie spokojnymi, opanowanymi czerwonymi oczami. Jego długa biała broda jak zawsze układała się na klatce piersiowej, a długie białe brwi uniosły się w znaku zdziwienia. Haori miał zarzucone na ramiona.
- Yamamoto Genryusai - zwróciłem się do niego załamanym głosem.
Po raz pierwszy w swoim życiu nie wyraziłem się w jego stronę "staruszek". Byłem przerażony tym, iż przywódca całego Seireitei może odkryć obecność Ryu.
- Kurosaki Ichigo - przywitał mnie. - Co tu robisz, Zastępczy Shinigami? Czyż nie powinieneś teraz przebywać w Karakurze aby ją chronić? - dopytywał stonowanym głosem.
Drgnąłem na jego słowa i cofnąłem się o krok.
- Przybyłem tu na krótką chwilę... mam parę rzeczy tu do załatwienia... - zajęknąłem się.
Oparłem rękę o framugę i opuściłem głowę. Wsłuchiwałem się w swoje niemiarowe bicie serca.
*******************************
Ból.
Kłucie.
Łzy.
Strach.
Stałam na środku jałowej pustyni. Moje nogi były gołe, kaleczyły się o ostre kamienie. Niebo było pokryte czarnym płótnem, na którym wymalowane były "martwe gwiazdy". Pragnęłam postawić jeden krok na przód, ale po moim ciele rozszedł się przeraźliwy ból.
Wrzasnęłam.
Upadłam.
I na horyzoncie ujrzałam idącego Ichigo, którego kimono rozwiewał wiatr. W ręku trzymał katanę, która nie przypominała katany, lecz wielki nóż, którego rękojeść była owinięta tylko bandażem. Chłopak rozglądał się dookoła jakby kogoś szukając, aż jego brązowe oczy spoczęły na mnie. Kurosaki zaczął biec w moją stronę, ale nie używał shunpo tylko zwykłego, ludzkiego biegu. Gdy odpychał się od podłoża wokół niego powstawała chmura kurzu.
Po chwili trwającej dla mnie wieczność stał przy mnie i ukucnął. Wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam ją i wraz z nim uniosłam się do góry. Wpadłam w jego silne ramiona i otuliłam go żelaznym uściskiem tak abym nigdy w życiu go nie straciła.
- Nie płacz, Ryu - wyszeptał mi do ucha.
Dopiero odkryłam, że z moich oczu kapały łzy, które wsiąkały w jego kimono. Ściskałam go za materiał jakbym pragnęła go zerwać z niego i dotknąć ciepłego torsu Ichigo. Chłopak ucałował mnie czule w czubek głowy, a po chwili podniósł mój podbródek do góry tak abym mogła spojrzeć w jego oczy, w których ginęłam. Uśmiechnął się lekko i wziął mnie w ramiona. Wydawało mi się, że dla niego byłam lekka niczym piórko.
Zaczęliśmy iść na północ.
Obudziłam się z krzykiem, cała zalana zimnym potem. Siedziałam na tapczanie w jakimś pomieszczeniu. Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam Isane oraz kapitan Unohanę, ujrzawszy je wytrzeszczyłam oczy. Rozszerzyłam usta w zdziwieniu pomieszanym ze strachem.
Kapitan czwartego oddziału uśmiechnęła się do mnie lekko tak jak kiedyś. Wciągnęłam powoli do płuc powietrze tak aby nie zadławić się nim. Przymknęłam oczy i opadłam na poduszki. Czułam jak w moim gardle wzbiera się ślina.
- Ryunne-san.
Usłyszałam nad uchem miękki głos Unohany. Rozszerzyłam delikatnie powieki i przyjrzałam się ponownie kapitan Retsu. Nie dziwił mnie jej warkocz z przodu, a także te nadzwyczajnie spokojne oczy nie wyrażające nic.
- Unohana-san, czy... - zaczęłam, lecz mój głos załamał się.
W moje oczy wpadła postać stojąca w drzwiach, a był to kapitan Głównodowodzący, akurat, gdy nie zdobyłam poparcia wszystkich kapitanów, akurat, gdy... nie jestem na siłach.
Obok niego stał Ichigo, który przerażony miał wlepione oczy we mnie. Przełknęłam ślinę i podsunęłam nogi pod brodę.
Bałam się o to co teraz może się ze mną stać.
Zaczęłam zgrzytać zębami, a do moich oczu napływały łzy. Nie chciałam stanąć właśnie teraz twarzą w twarz z Yamamoto Genryusai'em. Jak zawsze nie potrafiłam odczytać jego nadmiernie opanowanej maski.
W mojej głowie krzątały się różnorodne myśli, poczynając od tego co ze mną będzie i zarazem kończąc na tym jak przeżyje to Ichigo. Kochał mnie, a ja jego. Nie wybaczyłby tego Kapitanowi Głównodowodzącemu, zrobiłby wszystko aby mnie pomścić, ale... czemu tak sądziłam?
Przecież Kurosaki mógł także w inny sposób zareagować, lecz coś w głębi mnie mówiło, że on zrobiłby wszystko dla mnie, a nawet zabiłby najwyżej stojącą osobę w Soul Society. Bo to coś więcej niż miłość.
Czułam to. Czułam więź od samego początku. To więź łącząca nas oboje. Linia, której nie da się rozerwać. Będzie trwała, aż do samego końca, ponieważ jest w naszej dwójce pewien istotny drobiazg owocujący tym co narodziło się pomiędzy nami. Nie miałam pojęcia cóż to za czynnik, lecz teraz widziałam go przed oczami, patrząc na niego wyczuwałam przepływ energii, który ówczesnie był nikły, a teraz przerastał wszystko.
środa, 25 września 2013
Rozdział 18
Szliśmy do baraków jedenastego oddziału, ponieważ robiło się późno. Słońce zachodziło rzucając różnokolorową poświatę na niebo tworząc obraz jak z bajki. Przypomniały mi się dni w Karakurze, gdy tak na prawdę ta gwiazda wyglądała poważnie, a tutaj jej promienie rozsiewały się po całym Soul Society, takie wesołe promyki i ciepłe zarazem. Tutejszy świat był piękniejszy. Było tu tak wiele niezwykłych miejsc, które niegdyś kochałam i znałam niczym własną kieszeń.
Wyciągnęłam rękę ku niebu z chęcią dotknięcia błękitnego płótna umalowanego różem, pomarańczem, czerwienią, żółcią oraz fioletem. Zapragnęłam stanąć i zacząć wpatrywać się w tą piękną część dnia...
Poczułam na nadgarstku czyjąś zaciśniętą dłoń. Spojrzałam na niego przymrużając oczy.
Ichigo wpatrywał się we mnie z uśmiechem na twarzy. Przekrzywił głowę lekko w prawo, spoglądając mi prosto w oczy.
Moje usta samowolnie wygięły się w uśmiechu.
- Idziesz? - zapytał cicho.
Rozejrzałam się dookoła. Nie dostrzegłam nigdzie ani Renji'ego ani Ruki. Oboje zniknęli mi z oczu.
Chciałam się go zapytać, gdzie oni się podziali. Już miałam wydobyć z siebie pierwsze litery, gdy jego palec wylądował na moich ustach. Przymknęłam je i patrzyłam na niego z ciekawością, która zapewne malowała się na mojej twarzy.
- Poszli do Zaraki'ego poinformować go, iż porwałem cię na jakiś czas - wytłumaczył.
Wyprostował się i chwycił moją dłoń. Zdjął palca z moich warg i zaśmiał się cicho zamykając oczy i wyszczerzając się w pięknym, szerokim oraz szczerym uśmiechu.
- A czy porwanie nie jest przestępstwem? - zapytałam zakładając ręce na piersi na krzyż.
- W moim wykonaniu nie, Ryu - szepnął zniżając głos.
Zniżył swoją twarz do mojej przybliżając się niekomfortowo blisko. Czułam jego oddech na swojej twarzy.
Spoglądaliśmy sobie prosto w oczy. Nasze czoła były o siebie oparte, a ręce miał na moich ramionach. Przy nim czułam się potwornie niska, on musiał, aż tak bardzo zniżać swoją twarz. Włosy opadły mu tak, że stykały się z moją delikatną skórą.
Nasze usta tak blisko.
Nasze serca tak blisko.
Nasze ciała tak blisko.
Nasze oczy tak blisko.
Nasze oddechy tak zmieszane.
Panikowałam bardziej niż przy naszym pierwszym zbliżeniu. Moje serce tak łomotało, a oddech miałam niespokojny.
Zamiast złożyć pocałunek na moich ustach, jego ciepłe, miękkie wargi ucałowały moje rozpalone czoło. Trwaliśmy tak w bezruchu przez parę minut, aż chłopak ścisną mocno moją dłoń i pociągną w znaną mi stronę - Wzgórza Sōkyoku*, na którym tradycyjnie odbywały się egzekucje Shinigami łamiących prawo.
************
Chciałem zaprowadzić ją na wzgórze i spędzić z nią wieczór. Pragnąłem opowiedzieć jej o tym, że potrafię się hollowfikować, ale także coś wewnątrz mnie miało ochotę na poznanie mocy Ryunne. Zastanawiało mnie jak wygląda jej Shikai oraz Bankai, a także to jak wielką ma moc. Z tego co mówił Urahara - moc Ryu była większa niż samego Kapitana Głównodowodzącego, dlatego też fascynowała mnie ta dziewczyna. Ale... nie chciałem tylko po to spędzić z nią czasu... chciałem po prostu być blisko niej... znów ją pocałować...
Byliśmy u stóp wzgórza przy, którym przypomniałem sobie dzień, w którym osiągnąłem Bankai oraz pokonałem Byakuyę, a także pojawił się mój wewnętrzny Hollow. Niepamiętny dzień, dzień, który na zawsze utkwi w moi sercu. Wtedy uratowałem Rukię i byłem z siebie dumny. Wtedy Aizen, Tousen oraz Gin oświadczyli, że odchodzą z Seireitei do Hueco Mundo, a także Aizen "wyjął" z Rukii Hougyoku**. Ten dzień uświadomił mi, że nie jestem niesamowicie silny. Gdy moje ostrze zderzyło się ze skórą Aizena nawet nie zostawiło zadraśnięcia, w tym momencie byłem bezsilny.
- Po co tu przyszliśmy? - wyszeptała Ryu ściskając mocniej moją dłoń.
Spojrzałem w jej stronę i uśmiechnąłem się. Przed paroma minutami zaszło słońce, a całą okolicę otulał mrok rozświetlony jasnym światłem rzucającym od lamp. Ryu także była pochłonięta przez czerń, lecz widziałem te jej niebieskie oczy, które wszędzie bym dostrzegł.
- Chcę trochę pobyć w tym miejscu... ono przypomina mi o pozytywnych, ale także negatywnych zdarzeniach - odpowiedziałem.
Dziewczyna kiwnęła nieznacznie głową, ale jej ślepia spoczęły ponownie na mnie.
- Ichigo, jakie zdarzenia? - zapytała.
Spojrzałem w niebo pokryte szarymi chmurami, a po chwili moje oczy spoczęły na jej twarzy.
Westchnąłem i podszedłem do niej łapiąc ją za obie ręce, ale nie spoglądałem na nią tylko na swoje nogi. Swoimi palcami jeździłem po jej delikatnych i miękkich dłoniach, które w dotyku były niczym delikatny kwiat sakury.
- Ryu, ty... - zaciąłem się, ale zebrałem siłę w sobie aby mówić dalej. - nie wiesz o mnie za dużo. Nawet nie masz pojęcia o tym kim tak na prawdę jestem, jaką mam moc...
Przerwała mi podnosząc mój podbródek do góry dłonią, którą wyswobodziła z mojego uścisku. Na jej twarzy widniał lekki uśmiech. Stanęła na palcach i... pocałowała mnie z trudnością w czoło, ponieważ dzieliło nas wiele centymetrów. Byłem od niej o wiele wyższy, a ona u mojego boku wyglądała niczym elf, lecz w porównaniu z Rukią była o wiele większa. Rukię można by uważać za chochlika bądź dziecko, które gania gdzieś pomiędzy twoimi nogami, ale zaś Toushiro był jeszcze mniejszy - to taki mały, biały robak. Biały Robak - Hitsugaya.
Ryunne mógłbym uznać za wysoką, ale nie chciałem. Drobna Ryu mi wystarczała. Tylko jej chciałem. Tylko w jej oczy pragnąłem spoglądać. To ona dodawała mi odwagi do miłości, ponieważ nigdy nie kochałem nikogo spoza rodziny. Ona była pierwsza i w moich oczach ostatnia, choć miałem jeszcze długie życie przed sobą.
- Ichigo... - wyszeptała mi do ucha stojąc na palcach.
Nie dzieliły nas centymetry, nie dzieliła nas próżnia. Po prostu byliśmy blisko. Staliśmy niczym posągi słuchające bicia serca drugiej osoby. Wciągaliśmy swoje zapachy aby zapamiętać je na wieczność. Napawaliśmy się każdym zetknięciem się gołej skóry. Staliśmy wtuleni w siebie. Nie potrafię wytłumaczyć kiedy otuliłem ją swoimi ramionami albo kiedy ona to zrobiła. Instynkt, pomyślałem chowając twarz w jej włosach.
- Nie muszę wiedzieć o tobie niczego, a i tak cię kocham - rzekła półgłosem tworząc wibracje na moim uchu pod wpływem jej słów. - Wiedz, że nawet najstraszniejsza prawda mnie nie odstraszy, bo... - zacięła się.
Czułem jak robi się cała gorąca. Zesztywniała. Odciągnąłem ją od siebie i ujrzałem, że z jej oczodołów sączy się bordowa krew. Dziewczyna była oblana potem, a ja panikowałem.
- Ryu! - wrzasnąłem nieopanowany.
Córka Kenpachiego dostała drgawek, a z jej buzi zaczęła wylewać się krew. Bez zastanowienia nad tym co robię prędko wziąłem ją na ręce i skierowałem się w stronę baraków czwartego oddziału. Nie obchodziło mnie to, że w ten sposób możemy się zdradzić. Teraz interesowało mnie tylko i wyłącznie życie dziewczyny, która była dla mnie całym życiem.
Użyłem shunpo i niespokojny wkroczyłem na teren kapitan Unohany.
*Wzgórze Sōkyoku - jest charakterystycznym, dużym, skalistym płaskowyżem, mieszczącym się w centrum Seireitei, w Soul Society, gdzie oferuje widok na Senzaikyū(忏 罪 宫, Wieża Żalu).
** Hōgyoku (崩玉, Klejnot Zniszczenia) jest unikalną substancją w formie małej kulki, która była stworzona w celu zatarcia granicy między Shinigami i Hollowami oraz przyznanie innych mocy.

















