środa, 21 maja 2014

Blog :3

Hej, hej :)
Sorry, że ostatnio nie piszę, ale rozdział 22 mam już w przygotowaniu ^^
A tak poza tym nie po to piszę ten post, chodzi o...
Nowego bloga o 30STM, a czemu akurat o nich? No cóż... powiedzmy tak - od jakiegoś czasu jestem Echelon i nie potrafię żyć bez tej muzyki, bez patrzenia na Jared'a i pisania o nim, dlatego założyłam ten blog i zaczęłam pisać :3

this-is-love-30stm.blogspot.com

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 21

A więc proszę :P
Długo oczekiwana 21, a także zakończenie wątku - Soul Society. Następne rozdziały będą związane z Hueco Mundo itd. wiecie Aizen i te sprawy xD
Mam nadzieję, że zakończenie pierwszej części jest dobre :)
Wiem także, że to jest jeden z gorszych rozdziałów, ale po prostu nie miałam pomysłu i no wiecie musiałam coś głupiego wycisnąć z mojego głupiego móżdżka :D




"Wtedy to wszystko byłoby oparte na kłamstwie"

Prędko podeszłam do Ichigo, który spoglądał w miejsce, gdzie wcześniej znajdowała się Neverli. Nie pozostało po niej śladu. Rozpłynęła się w powietrzu.
Wszyscy mieli zdziwione twarze, tylko Kapitan Głównodowodzący wyglądał tak jak zawsze. Tej istoty nic nie zmieni - nawet najgorsze wydarzenie. Za to nigdy w życiu nie ceniłam Yamamoto, zresztą nigdy go nie ceniłam, był dla mnie tylko i wyłącznie osobą stojącą o wiele wyżej niż wszyscy, choć i tak nieco niżej niż Centrala 46. Co najlepsze od czasu, gdy miałam świadomość tego kim jestem, w Seireitei zmieniło się tak wiele, lecz on pozostał na tym samym miejscu.
Neverli?, pomyślałam. To niemożliwe aby to była ta sama delikatna istotka, która razem ze mną w tym samym czasie skończyła akademię. Jej także nauka zajęła tylko rok. Obie stałyśmy na równi, lecz po skończeniu nauki ja stałam się silniejsza, a zaś Nev staczała się powoli, nie podnosiła swojej mocy, chociaż... teraz coś w jej reiatsu było tak potężne, że gdyby nie to, iż także jestem potężna - straciłabym moc aby oddychać. Czy to możliwe aby Never, aż tak się zmieniła?
- Ryu - wyszeptał Ichigo.
Chłopak przysunął się do mnie i stanął tak, by mój wzrok nie padał w miejsce, gdzie ówcześnie stała sylwetka Juushiro. Ja i tak podniosłam głowę nieco wyżej tak by ujrzeć cokolwiek - bez skutków - jestem za niska, stwierdziłam w głowie.
To wszystko wyglądało dziwnie, a także miałam trochę wątpliwości co do tego co oznajmił Genryusai, lecz nie miałam dowodów na jego kłamstwo. Coś w głębi krzyczało we mnie słowa Neverli sprzed roku, gdy po raz ostatni dano mi ujrzeć na wolności - Seireitei i niebo wiszące nade mną.
"Neverli stała nieopodal mnie, przyparta do muru z podbródkiem uniesionym ku górze i oczami błądzącymi po błękicie nieba. Jej twarz była wyraźnie obojętna, lecz w oczach dostrzegałam tą dzikość, która była obecna za każdym razem, gdy ją spotykałam. Ręce miała skrzyżowane na piersi, a usta wygięła w gorzki uśmiech. 
Dostrzegła mnie, pomyślałam. Zawsze, gdy orientowała się, iż ktoś ją obserwuje robiła taką minę. Był to wyuczony już przez nią gest.
Jej oczy powoli i drapieżnie wędrowały ku mojej sylwetce. Znałam te oczy tak długo, że mogłam z nich wyczytać wszystko, ale nie dzisiaj, dziś było w nich wiele iskier dotąd mi nieznanych - groźnych i niepodatnych na moje słowa. 
- Neverli - rzekłam cicho. - co tu robisz? 
- Przyszłam się pożegnać i... 
Nie dałam jej dokończyć, ponieważ podbiegłam do niej i przytuliłam ją mocno. Nev była moją najlepszą przyjaciółką. Znałyśmy się tak dobrze, iż mogłam powiedzieć o niej wszystko. Po prostu. 
- Czemu odchodzisz? - spytałam. 
Dziewczyna spięła się, ale po jakiejś sekundzie rozluźniła i otuliła mnie ramieniem. 
- Ryunne, to nie jest normalne co się dzieje w Soul Society, a dzieje się źle i to... że chcą cię usunąć sobie z drogi, bo masz za dużą moc - co to za banalne wytłumaczenie? Nie wybaczę im tego, rozumiesz? To nie fair, ale... nie chciałam o tym z tobą porozmawiać. Teraz jest ważniejsza sprawa. 
Odsunęła mnie od siebie i spojrzała mi prosto w oczy. Przytrzymała moje ramiona - mocno i kurczowo. 
- O co chodzi, Never? - dopytywałam prawie szeptem. 
- Ryu, jeżeli kiedykolwiek uda ci się powrócić do Soul Society pamiętaj, że jeśli będziesz potrzebować pomocy zawsze, gdzieś będę w pobliżu. Zawsze pomogę najlepszej przyjaciółce, zawsze, rozumiesz? I mam taką nadzieję, iż jakoś wykombinujesz powrót, choć nie będziesz o tym wszystkim pamiętać - puściła moje ramiona i wyprostowała się zakładając ręce na boki. Uśmiechnęła się szeroko. - jesteś tak bystra jak ja, może nawet bardziej. Jesteś silniejsza ode mnie - i to jest prawdą. Możesz zdziałać jeszcze wiele, dlatego ufam ci bezgranicznie. To jak jesteśmy związane tu będzie oznaczać związanie tam - wskazała dłonią na Bramę Senkai. - Ta przyjaźń to wieczność Ryunne" 
Obraz pojawiał się przed moimi oczami tak wiele razy, że nie mogłam wytrzymać i zatoczyłam się do tyłu. Neverli, to ta Neverli, która zawsze była tą osobą, która w każdej sytuacji wyciągała pomocną dłoń. Zawsze pojawiała się znikąd. Czasami stawała się niewidzialna - w oczach obserwatorów. Nikt nie dostrzegał w niej szczerej nienawiści do Soul Society, aż do wtedy, gdy postanowiła odejść. Zdradziła nasze szeregi, lecz nie wstąpiła do żadnego z naszych wrogów, stała się po prostu kolejnym oddzielnym rozdziałem nieprzynależącym do ówczesnych przeciwników tego świata. Ukazała, że mają kolejną przeszkodę do usunięcia.
- Ryunne...
Usłyszałam głos Ichigo tuż przy uchu i zorientowałam się, iż zamiast upaść na podłogę spoczywałam w jego ramionach.
Odwróciłam leciutko głowę w jego stronę i rozluźniłam się widząc te brązowe, przerażone oczy, w których można było dostrzec także spokój.
- Ichigo... ja...
Nie mogłam wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku, ponieważ za posturą chłopaka pojawił się mój ojciec ze złym wyrazem twarzy.
Słyszałam jak na korytarzu ktoś biegnie, a potem wpada do pomieszczenia wyhamowując gwałtownie. Spojrzałam tam i dostrzegłam Renji'ego oraz Ruki'ę wpatrzonych w Kapitana Głównodowodzącego. Sam Genryusai rzucił im tylko przelotne spojrzenie.
- Ryunne Kenpachi, odroczę wyrok, ale - zatrzymał się na chwilę spoglądając spod przymróżonych oczu na mojego ojca. - przez najbliższy rok twoje miejsce będzie w Świecie Ludzi, w Karakurze. Razem z Kuchiki Ruki'ą i Kurosaki Ichigo będziesz utrzymywać tam porządek. Oczywiście masz zezwolenie na przebywanie w Soul Society, ale pod jednym warunkiem...
- Że nigdy nie użyję swej mocy na terenach Soul Society oraz Świata Ludzi - dokończyłam spuszczając wzrok na ziemię i splatając dłonie.
- Masz zezwolenie tylko i wyłącznie na shikai chyba, że... będziemy w krytycznej sytuacji i będzie potrzebny każdy kto ma ogromną moc - oznajmił.
Uśmiechnęłam się lekko i podniosłam głowę do góry. Wykrzywiłam usta gorzko i lekko zaśmiałam się.
- To i tak lepsze niż życie w niepewności, że kiedyś odzyskasz to co miałeś, teraz przynajmniej wiem, iż mogę bez żadnego lęku kroczyć po tym świecie. Teraz tak na prawdę odzyskałam wszystko co oczekiwałam. Odzyskałam wolność i dziękuję za to nie tobie Kapitanie Głównodowodzący, lecz mojej małej przyjaciółce Neverli. To dzięki niej przekonałeś się do tego, choć nadal masz wątpliwości co do swojego wyboru.
Mężczyzna odwrócił się na pięcie i bez żadnego słowa wyszedł z pokoju omijając Ruki'ę oraz Renji'ego, którzy ze zdziwieniem w oczach przyglądali się całemu zdarzeniu.
- Teraz czeka nas tylko oficjalne pozwolenie na powrót - orzekła Unohana.
Odwróciłam głowę w jej stronę.
- Nie wiem po co wędrowałam po kapitanach - mogłam wezwać Neverli i poprosić ją o zagranie takiej sceny.
Pani kapitan zrobiła oszołomioną minę.
- Wtedy to wszystko byłoby oparte na kłamstwie - powiedziała.
- Tylko żartowałam... - rzekłam pod nosem.
Tylko żartowałam. Nie posunęłabym się do takiego czynu. To wszystko byłoby fałszerstwem. Byłabym nieuczciwa wobec wszystkich. Takie coś nie dałoby mi życia w spokoju. Moje sumienie krzyczałoby nadmiernie w moim umyśle. Nie chciałabym tego.

Po jakimś czasie


Mogłabym powiedzieć - to wszystko było zaledwie wczoraj - a tak naprawdę stało się to tydzień temu. 
A co dokładnie?
Chodzi mi o spotkanie, oficjalne spotkanie z kapitanami wszystkich oddziałów i omówieniem mojego położenia. Podczas konwersacji doszło do sprzeczki Soi Fon - kapitanem 2 oddziału -, a Komamurą - kapitanem 7 oddziału. Kłótnia poszła o to, iż jestem wielce niebezpieczna, a także o ponowne wytarcie mi pamięci o tym wszystkim, lecz Komamura od razu rzucił się na panią kapitan 2 oddziału i zaczął wykrzykiwać, że to niedorzeczne. Oczywiście Soi Fon nie odpuściła przywódcy 7 oddziału i tak przez parę minut wymieniali wobec siebie różne dziwne zdania, a wszyscy zgromadzeni wpatrywali się w nich, jak w idiotów. Całą akcję zakończył Yamamoto wykrzykując "komendę" niczym do uczniów: spokój!
Potem zapanowała zapragniona cisza i zaczęto ponownie rozmowę na mój temat. Większość była za tym aby w jak najszybszym czasie przywrócić mi stanowisko i tak też się stało. Odroczono karę. Byłam w pewnym rodzaju wolna i szczęśliwa w duchu, iż mogę wędrować po tej ziemi. 
Teraz stałam przed Bramą Senkai. Za dosłownie parę sekund wraz z Ichigo mieliśmy powrócić do Karakury. 
Spojrzałam się na rudowłosego stojącego obok mnie i trzymającego za rękojeść Zangetsu. Jego palce jeździły po bandażach, aż zwrócił swe oczy w moją stronę i przekrzywiając głowę w bok uśmiechnął się szeroko. 
Odwzajemniłam ten gest i cicho westchnęłam szczęśliwa, że mam takiego przedstawiciela płci męskiej u swego boku. Kochałam go najbardziej w świecie. Mogłabym zabić aby być z nim. Wydrapałabym oczy temu kto zrobiłby mu jakąkolwiek krzywdę. I po ostatnie i najważniejsze - chcę być z nim do końca. Chcę go całować, trzymać za rękę, czuć jego oddech na plecach i dotyk miękkich, subtelnych warg na mych ramionach. 
I najlepsze jest to, że wiem, iż on pragnie tego samego. 
- Wpatrujesz się we mnie jak w jedzenie - powiedział z komizmem. 
Trzepnęłam go delikatnie w ramię i oboje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. Wpadłam w ciepłe ramiona Ichigo, który oplótł mnie w okół taki i przyciągnął jeszcze bliżej. Staliśmy złączeni niczym jedna istota. Zlewaliśmy się ze sobą, bo byliśmy jedną duszą. 
- Wiesz, fajnie jest wpatrywać się w ciebie jak w jedzenie - rzekłam z chichotem. - smacznie wyglądasz jak na Shinigami. 
Wydałam przeciągły dźwięk, który brzmiał jak "mmm". Jego usta przywarły do mojego czubka głowy całując go czule. 
- A więc wcześniej, jako człowiek, nie byłem smaczny? - zapytał rozbawiony. 
Obróciłam się plecami do niego tak, że złożył dłonie na moich splecionych na piersiach i lekko smyrał je kciukiem. 
- Hmmm... można by powiedzieć, że w pewnym sensie byłeś, ale... ten ubiór Shinigami dodaje ci męskości oraz... smaczności - wymruczałam wtulając głowę w jego tors. 
Z klatki piersiowej chłopaka wydobył się uroczy śmiech. 
- Jesteś zabawna, Ryu - wyszeptał. 
Przyciągnął mnie jeszcze bliżej. Czułam jakbym wpadała w niego. 
- Nie martw się. Ty też.
Na te słowa szybko obrócił mnie w swoją stronę i momentalnie usta Ichigo znalazły się na moich. Zarzuciłam ręce na kark Kurosakiego, a on ułożył dłonie na moich biodrach. Nasz pocałunek dłużył się, ponieważ tak namiętnego i niezwykłego wyznania nie doznałam nigdy. Czułam jak nogi robią mi się miękkie i tracą grunt, dlatego też chwycił mnie w mocnym i pewnym uścisku.
Czułam się jak ptak wznoszący się na skrzydłach z powietrza. Jak woda brnąca korytem rzeki. Jak księżniczka na wieży, która spotkała księcia na białym koniu. To uczucie nie równało się z niczym. Było delikatne, ale zarazem mocne.
Trwaliśmy tak do momentu, gdy jeden z Shinigami nadzorujących powrót do Świata Ludzi odchrząknął zwracając naszą uwagę.
Oboje sapiąc z pożądania odwróciliśmy się w jego stronę. Był to jeden z tych typowych, słabych Shinigami bez przyszłości i choć szansy uzyskania Bankai.
Zdenerwowany i cały spocony drżącą dłonią przejechał po krótko ściętych włosach. Najwyraźniej był bardzo słaby, że w naszym otoczeniu już popadał w kakofonię bólu i cierpienia przez naszą niekontrolowaną moc ulatniającą się z nas. To prawda. W momencie pocałunku wypuszczaliśmy moc, nie kontrolowaliśmy jej. Dlatego też po krótkim spojrzeniu na zebranych zgadłam, że większość z nich była zdenerwowana i zachowywała się jak ten chłopak.
- Hmm... Kurosaki-kun będę musiał wpadać do Karakury co jakiś czas aby sprawdzić, czy na pewno nie zrobiłeś krzywdy mojej córce.
Na dźwięk głosu mojego ojca spojrzeliśmy w bok by go ujrzeć. Wyglądał tak jak zawsze, a na twarzy widniał szeroki uśmiech.
- Hah, wiesz mam nadal nadzieję na jakąś małą bitwę! - wykrzyknął zuchwale.
Ichigo zaśmiał się pod nosem.
- Chyba nawet wiem kto wygra, Zaraki! - powiedział unosząc nieco głos.
Ojciec ruszył w naszą stronę i stojąc już na przeciwko nas ułożył rękę na ramieniu Kurosaki'ego. Zrobił kamienną minę i wypowiedział słowa, o których nie mogłabym się spodziewać po nim.
- Opiekuj się moją córką, Ichigo-kun - wyszeptał. - i dbaj o nią na czas póki nie wróci pod moją opiekę.
- I tak też uczynię Kenpachi! - obiecał.
Zwróciłam oczy w stronę Zastępczego Shinigami, który wpatrywał się w mojego ojca z wielkim zainteresowaniem i zdziwieniem.
- Oto-san! Będę tęsknić! - powiedziałam.
Rzuciłam się na tatę wtulając się w muskularny tors. Oplótł mnie ramionami i pogłaskał po głowie.
- Na szczęście mogę do ciebie w każdym wolnym czasie przyjść, a teraz moi drodzy - Brama Senkai stoi otworem!
Spojrzałam na ojca ostatni raz z uśmiechem na twarzy i pogodnym wyrazem twarzy, i zapamiętując wszelki szczegół, chwytając rękę Ichigo weszliśmy w światłość.
- Teraz jeszcze trochę i mogę wrócić na zawsze - szepnęłam przekazując tą wiadomość tylko dla siebie.


niedziela, 13 kwietnia 2014

Wiadomość i link xD

Witam!
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale chcę oświadczyć, iż już od następnego tygodnia powracam z nową dawką emocji. Mam także nadzieję, że nieco się stęskniliście :3

A tak poza tym zapraszam na bloga zbiorowego, który może was zaciekawi, a może dołączycie do naszej miłej ekipy:



niedziela, 22 grudnia 2013

ZAWIESZAM BLOGA!

Tak jak w tytule, zawieszam bloga na czas nieokreślony, ponieważ moja wena sięgnęła zenitu i nic z niej na tą chwilę nie wycisnę, ale gwarantuję powrót na początek 2014 :33

A teraz życzę wam Wesołych Świąt, dużo wymarzonych prezentów oraz ciepłej rodzinnej atmosfery oraz Szczęśliwego Nowego Roku, który przyniesie wam wiele nowych możliwości i wydarzeń :)

Całuski :**

wtorek, 29 października 2013

Neverli Jūshirō

Opis biorę z: C'est la vie mon ami
Neverli jest oficjalnie moją postacią, więc proszę o niekopiowanie jej do innych opowiadań :)

Wiem, iż Never jest "dziwadłem", lecz już takie prawo natury, że taka powstała w naszych oczach, a także ta historia, czyli C'est la vie mon ami jest parodią wielu uwielbianych przez nas anime :P

Neverli nosi standardowy czarny strój schinigami ( po naszemu czarny szlafrok) u boku ma przepasany Zanpaktou. Jak przystało na Polaka nosi skarpety z sandałami. Kiedy jest w sztucznym ciele ( gigai ) ubiera się w czerwoną bluzkę na ramiączka i czarne krótkie spodenki oraz jak na dzisiejszą młodzież przystało ma czerwone, krótkie  converse. Jej oczy są koloru czarnego, z resztą tak samo jak jej włosy na głowie. Fryzurę skopiowała od Rukii ( Bleach ) , ale twierdzi, że było na odwrót i tak rozpoczęła się wojna między nimi. Jej ulubionym zajęciem jest wybijanie własnej rasy oraz brudzenie krwią ( nie koniecznie swoją )samochodu Misy. Jej marzeniem jest poznanie Sebastiana Michaelis, jej duchowego mentora. Po godzinach lubi knuć przeciwko znajomym z Herbacianym Królem (Aizen'em), jak twierdzi to ją odpręża. Prawdopodobne jest to, iż Aizen uzależniła ją od siebie. Musi mu pomagać, gdyż nie dostanie swojej herbaty, od której się uzależniła. Nie wiadomo co on dodaje do tej herbaty dosypuje, jednak ta wersja tłumaczyłaby jego psychozę (myśli, że jest Supermenem), która może być spowodowana nadmiernym użyciem środków odurzających.


Rozdział 20

Od dwóch tygodni czytam mangę Bleach z faktu, że skończyłam anime, no to pora na mangę, prawdaż? I tak generalnie miałam problem, ponieważ nie mogłam znaleźć od pierwszego rozdziału, więc co zrobiłam? Czytam od 480 xD akurat w tym momencie zaczyna się arc - Tysiącletnia Krwawa Wojna :P Idealnie :) I ryczałam jak Izuru zginął - ludzie powiedzcie mi za jakie grzechy?
Tak Izuru jest jedną z moich ulubionych postaci i stwierdziłam, że i tak czy siak u mnie będzie żył, bo ja nie chcę jego śmierci! Co prawda innych, którzy zginęli w tym arc'u uśmiercę, tak jak pan Tite Kubo <3 Kocham tego kolesia, jest cudowny, dziękuję mu na kolanach za tak wspaniałe dzieło jakim obdarował swoich fanów :D 
Takie mini info: rozdział 25 - 30, gdzieś w tych granicach pojawi się Hueco Mundo, czyli porwanie Inoue i mała niespodzianka. Tak skończywszy Soul Society będzie leciało wszystko chronologicznie tak jak w anime oraz mandze, a więc: Hueco Mundo, walka z Aizenem w Karakurze, Fullbring oraz Tysiącletnia Krwawa Wojna. Oświadczam także, iż wcisnę, gdzieś pomiędzy własne wątki takiego typu, że wrzucę postaci z innych anime np. Hellsing, Kuroshitsuji itd. a więc przygotować się na dawkę nowości!
A i pojawia się postać z:
C'est la vie mon ami 
bloga, którego prowadzę z koleżankami :)
A teraz rozdział 20







""Oficjalna morderczyni Shinigami"?"


Zamiast spoglądać na Kapitana Głównodowodzącego moje oczy były utkwione w Ichigo. Chłopak patrzył na mnie błagająco. Usta mu drgały jakby chciał wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, lecz nic nie dosłyszałam. 
Zacisnęłam dłonie w pięści. Miałam ochotę o coś walnąć, a najlepiej o coś twardego. Pragnęłam w tej chwili bólu. Przełknęłam ślinę i wyczułam czyjąś obecność tuż u swojego boku. Zaczęłam się rozglądać, a inni przyglądali się moim czynnościom. W ciemnym koncie dostrzegłam te same ciemne, znajome oczy Apokalipsy, w których pobudzona była złość. Moja Zanpaktou bez opanowania wyskoczyła z mroku i wylądowała tuż przed Genryusai'em. Wszyscy wciągnęli głośno powietrze. 
Kurosaki patrzył to na mnie to na wściekłą Apo. Dostrzegłam w jej ruchach chęć mordu. Stała zaledwie parę metrów przed Yamamoto, który spojrzał na nią raz, a potem jego oczy znów spoczęły na mnie. 
- Ty stary, głupi, Kapitanie Głównodowodzący! - wrzasnęła z płaczem. - Jakim prawem nam to zrobiłeś?! Jakim prawem?! 
Apokalipsa miała coś w sobie takiego, że dostrzegałam kiedy ma ochotę się na kogoś rzucić ze swoimi ostrymi jak brzytwa pazurkami oraz kataną, która mogła przeciąć wszystko i wszystkich. Nasza moc w mniemaniu mojej zanpaktou była niewyobrażalnie wielka. Każdy kto stałby w mniejszej niż dwadzieścia metrów odległości od nas padłby, ale to tyczyło tych najsłabszych. Co do Shinigami rangi kapitańskiej czy vice kapitańskiej - oni  jakoś dawali sobie radę z tym. 
Staruszek nie odpowiedział na jej pytanie, więc ta postanowiła rzucić się na niego, lecz orientując się w tym co ona chce zrobić, prędkością shunpo podbiegłam do niej i stanęłam pomiędzy nią, a Genryusai'em. 
- Przestań! - krzyknęłam. 
Poczułam wyrazisty ból kości, stawów. Moje płuca jakby wybuchły. Rozdzielające cierpienia rzuciły mną o podłogę. Zwijałam się z bólu. Czułam jak głowa mi pulsuje, jakby ktoś odrywał mi ją. Złapałam się obiema rękoma po obu stronach czaszki i wydałam z siebie gardłowy dźwięk. 
Zacisnęłam mocno powieki. 
Wiedziałam, że klęczy obok mnie Kapitan Unohana, która przytrzymuje całą swoją siłą moje ręce, a zaś Isane pobiegła gdzieś. Ichigo trzymał moją głowę na swoich kolanach i delikatnie gładził mnie po włosach niczym siostrę i szeptał coś bardzo cicho. 
~ Ja tak bardzo ją kocham... ona... ona... nie może żyć w takich ubolewaniach... to nie dla niej, ona jest za delikatna... Ryunne, cholera, proszę zbudź się! ~ słyszę jego myśli w mojej głowie. 
Jakim cudem słyszę jego własne myśli, z którymi walczy wewnątrz siebie? To nie jest możliwe abym mogła dosłyszeć jego rozmyślania chyba, że... chyba, że...
- Jestem na skraju śmierci - szepczę nie swoim głosem. - Ja... umieram... i to wszystko przez...
Nie wypowiadam ostatniego słowa, lecz jedno imię huczy mi w głowie:
Genryusai'a Yamamoto, - nie nienawidzę, lecz stwierdzam, to wszystko przez niego! - tym potwierdzam. 

I to wszystko przez niego się stało, to jego wina. To on odebrał mi moce, odebrał mi Apokalipsę. Nie miałam tego co kochałam, żyłam w kłamstwie, a teraz... 

Teraz przyszedł czas na zemstę, Genryusai Yamamoto!

Teraz twoja kolej



**********************************


- To wszystko twoja wina! 
Ryunne wstaje na równe nogi i wskazuje na Kapitana Głównodowodzącego przy czym cała drga. W jej oczach widzę łzy, łzy pomieszane z krwią. Łzy bólu. 
Apokalipsa ówcześnie zniknęła, zapewne zaszyła się w swojej mistrzyni i wyczekiwała przyszłych zdarzeń. 
Ja nadal klęczałem na podłodze i spoglądałem z dołu na dziewczynę. Moje oczy rozszerzyły się mimowolnie powoli rozumiejąc jej słowa.
- Nie mogę uwierzyć, że śmiesz spoglądać na mnie takimi spokojnymi oczami! Znam cię dobrze, Genryusai Yamamoto! Tak jak każdego innego Shinigami rangi kapitańskiej! To nie jest wybaczalne... - załkała.
Osunęła się na kolana i zakryła dłońmi swoją bladą twarz. Słyszałem jak mówi coś pod nosem i przełyka ślinę. Przytuliłem ją do siebie. Poczułem jak jej ciało zesztywniało na mój ruch, lecz po chwili rozluźniła się i wtuliła w moje ramię. Od włosów Ryu pachniało krwią. Typowy metaliczny zapach wciągały moje nozdrza. Tak dobrze znałem to uczucie, gdy byłem poturbowany przez przeciwnika, pokaleczony, krwawiący, z bólem w sercu, ale także chęcią walki. Walka to coś co dawało mi świadomość tego, iż bronię tych, których kocham, a także swoich przyjaciół. 
Zderzenie dwóch innych miecz oznaczało bitwę o coś większego niż tylko władzę, ono było ochroną życia tych wszystkich ważnych ludzi w moim życiu. W moim zadaniu leży walka o spokój w Karakurze. 
- Ryu - szepnąłem. 
Dziewczyna odkręciła głowę w moją stronę. 
Jej oczy były przeszklone i takie smutne, że aż ścisnęło mnie za gardło. Sam poczułem tą doskwierającą rozpacz. 
Przymknąłem lekko powieki i uśmiechnąłem się lekko aby ona poczuła się doceniana. Przez taki gest na każdego twarzy pojawiłby się ten wesoły wyraz. 
Ryunne wtuliła się w moje kimono i przyciągnęła mnie do siebie. Jej łzy wsiąkały w materiał na wylot. 
- Ichigo, proszę zrób coś - wyszeptała. 
Raptem dziewczyna została wyrwana od moich objęć i znalazła się przy ścianie. Przerażenie malowało się na jej twarzy, a powieki miała rozszerzone do maximum. Spojrzenie utkwione w sylwetce Kapitana Głównodowodzącego, który spoglądał na nią jak w każdej innej sytuacji na wszystkich innych. 
- Czemu zrobiłeś to?! - wrzasnąłem.
Zerwałem się na równe nogi i miałem ochotę zaatakować Genryusaia, lecz gdybym tak zrobił zniszczyłbym zaufanie innych do mnie.  
Yamamoto rzucił mi przelotne spojrzenie i musnął dłonią rękojeść katany. Nie wiedziałem co zamierza, lecz to co zrobił Ryunne nie równało się z niczym gorszym. Czy oni oboje mają do siebie żal? Za to wszystko co się stało? To nie była niczyja wina. Ani jej, ani jego. On musiał ją wygnać po to aby Centrala 46 nie zabiła jej, bo to jej groziło. 
- Musiałem, Kurosaki Ichigo. To nie jest osoba, której warto ufać - wytłumaczył Genryusai z posępną miną. 
- Słucham? - spytałem razem z Unohan'ą.
Zwróciłem wzrok na kapitan czwartego oddziału, która stała jakby gotowa do ataku. Widziałem w jej zawsze spokojnych oczach oburzenie.
Gotowałem się w środku. Moja skóra mrowiała, a ciało drgało nadmiernie.
- Kenpachi Ryunne, jest osobą, która nie powinna tu przebywać, powinna zginąć już dawno - rzekł "zadowolony" z siebie Genryusai.
Serce w mojej piersi zabiło cztery razy szybciej, tak niespokojnie i burzliwie. Miałem tak wielką ochotę wykrzyczeć w jego twarz tyle obrzydliwych słów, lecz nie zrobiłem tego, bo... ujrzałem nieznany mi cień pod drzwiami. Poruszał się szybko i zwinnie niczym wąż, aż wyłoniła się tuż obok Ryu postać z ciemnymi krótkimi włosami. Klęczała przed dziewczyną i dotykała jej kolana. 
Ryunne spoglądała na nią szeroko rozwartymi oczami. 
- Widzę, iż nasz drogi Kapitan Głównodowodzący dobrze się bawi... - oznajmiła ostrym głosem. 
Przesunęła głowę w bok i spojrzała na nas. Jej czarne niczym popiół oczy były tak łudząco podobne do koloru Ryunne, że gdyby nie jasność umysłu, padłbym na kolana. To było dziwne - jej wzrok był tak magnetyzujący, iż nie mogłem oderwać spojrzenia od tej małej i dzikiej istoty, od której wyczuwałem wielką nienawiść. 
- Kimże jesteś? - zapytał Yamamoto. 
Shinigami zaśmiała się i powstała. Miała na sobie takie kimono jak prawie każdy członek jakiegokolwiek Oddziału. Nie wiem czemu, ale jej włosy były przeraźliwie podobne do takich jak ma Rukia, nawet była niska tak jak ona!
- Ja? - wskazała na siebie kpiąco palcem, a na jej twarzy zawitał chytry uśmieszek. -  Jūshirō Neverli, "oficjalna morderczyni Shinigami"
Jūshirō?, pomyślałem. Jak to Jūshirō? 
Czyżby Ukitake miał córkę? I to morderczynię Shinigami? 
To jest dziwne spoglądać na dziewczynę, która najprawdopodobniej jest spokrewniona z tym jakże najmilszym członkiem Gotei 13, a gada jak pokręcona. 
- "Oficjalna morderczyni Shinigami"? - wydukałem zszokowany powtarzając jej słowa. 
Zwróciła na mnie swe czarne oczy i zaśmiała się cicho. Dojrzałem jak za jej plecami podnosi się z ziemi Ryu ze skwaszonym wyrazem twarzy, lecz nie spoglądała na intruza z jakimś obrzydzeniem, lecz.... z szacunkiem. Czyżby one się znały?
- Tak, Kurosaki Ichigo - odpowiedział za nią Genryusai. - Neverli zabija Shinigami po to aby "zaprowadzić spokój na tym świecie" jak to oznajmiła w dniu zabicia pierwszych swoich ofiar. Jej zdaniem, Shinigami nie pomagają, lecz zatrzymują cały proces. Oni tylko wszystko niszczą, my wszystko niszczymy.
To co powiedział Staruszek zszokowało mnie. Była to dziewczyna, która miała własny światopogląd, w moim mniemaniu niezbyt inteligentny i oryginalny. W Świecie Ludzi nie takie rzeczy się zdarzały. 
- Ojej, czyżby Seireitei obawiało się jednej, kruchej i takiej małej istotki jak ja? - zapytała kpiąco i prychnęła. - proponuję znieść c a ł k o w i c i e  wyrok na Ryunne, ponieważ gdy tego nie poczniesz mogę odnaleźć w niej swego sojusznika, więc - działaj, Staruszku...
I znikła. 

wtorek, 8 października 2013

Ask xD

Jeżeli ktoś miałby do mnie jakiekolwiek pytania związane z:
* Blogiem, 
* Moimi zainteresowaniami,
* Końmi, 
* Anime & Mangą,
* Filmami, 
* Książkami,
* Muzyką,
* Pisaniem
i mogłabym wymieniać wasze tematy do końca roku,
Zapraszam, odpowiadam na każde pytanie :P
To on - Neverli